" 25th October 2012 Cz.
Kochany przyjacielu.
Przepraszam, że od ponad dwóch tygodni nie odezwałam się ani słowem. Te dwa tygodnie okazały się dla mnie bardzo szczególnym czasem, nowym początkiem w moim życiu. Jak pisałam w poprzednim liście, ten przystojny Mulat poprosił bym się z nim umówiła. Teraz Mulat ten jest częścią mojego życia. Nie wyobrażam sobie, w jakim stanie bym teraz była bez niego.
Opowiem Ci jaki to był wspaniały dzień:
Po tamtym dniu już o 6 rano byłam na nogach. Podekscytowana podskakiwałam po całym domu z myślą, że umówiłam się z Zaynem. Za jakąś niecałą godzinę później byłam już doszczędnie gotowa. Teraz tylko nie mogłam się doczekać na wiadomość od Mulata. Kolejną godzinę wpatrywałam się bezczynnie w telefon. Zrezygnowana po jakimś czasie odłożyłam telefon na nocny stolik i zbiegłam na dół do salonu. Nikogo w domu prócz mnie nie było. Rodzice pracowali, chłopcy siedzieli w prywatnej szkole. Ja natomiast miałam wciąż odwołane lekcje domowe z powodu dalszej niedyspozycji mojej nauczycielki. Rzuciłam sie na wielką, ciemną, skórzaną sofę i migiem, niespodziewanie zasnęłam.
Gdy się ocknęłam, było już dobrze po godzinie popołudniowej. Usłyszałam jak sprzed domu dochodzą dźwięki samochodu. Ździwiłam się myśląc, że jest jeszcze za wcześnie by ktoś z domowników o tej porze wrócił do domu. Za chwile usłyszałam ciche pukanie do drzwi. Nim doszłam do siebie minęła spora chwila. Zerwałam się nagle i podbiegłam do drzwi. Zręcznie pociągnęłam za gałkę, przed sobą ujrzałam dobrze znanego mi mężczyznę.
- No cześć - Powiedział ze szczerym uśmiechem Zayn.
- Cześć Zayn. Co tu robisz? Miałeś zadzwonić - odpowiedziałam poprawiając swoją pogniecioną koszulę.
- Dzwoniłem chyba ze dwadzieścia razy i wysłałem z dziesięć sms-ów lecz bez żadnej odpowiedzi. Myślałem że coś się stało i przyjechałem - wytłumaczył spokojnie.
- Ojejku, przepraszam, czekałam na Ciebie od samego rana, telefon potem zostawiłam u góry, a na dole zasnęłam i dopiero teraz obudziłam się..
- Aa no to już wszystko wiem. Przepraszam, że znów Cię obudziłem. - Powiedział z lekkim uśmiechem.
- Nie, nie obudziłeś mnie. Zdążyłam wstać zanim przyjechałeś. - oznajmiłam szybko - W ogóle wejdź, ja szybko pójdę się tylko przebrać.
- To ubierz się ciepło bo zabieram Cię na długi spacer. - Oznajmił wesoło.
Pośpieszno pobiegłam do góry i rzuciłam się w stronę szafy. Zaczęłam nerwowo oglądać wszystkie ciuchy lecz żadne mi dziś nie pasowały do mojego gustu. Po długich poszukiwaniach założyłam nową białą koszulę, niebieskie spodnie, granatowe trampki i pod rękę wzięłam moją szerszą, jasną katanę. Przy wyjściu z pokoju przystanęłam przy lustrze i ręką przeczesałam kilkakrotnie moje długie, orzechowe włosy. Przyglądnęłam się jeszcze raz porządnie i z uśmiechem zeszłam na dół.
- Już jestem. - Oznajmiłam.
- Oo szybko. Ja pozwoliłem sobie wziąść szklankę kranówki. - Powiedział melodyjnie Mulat.
- Jejku przepraszam, zapomniałam Cię obsłużyć!
- Haha, nie stresuj się tak. Jesteś gotowa, więc w drogę.
Wychodząc z mojego domu, od razu poszliśmy pieszo. Dziś był wyjątkowo ładny dzień jak na Londyn. Słońce, błękitne niebo, a od czasu do czasu przez niebiosa przelatywały rzadkie, białe chmury. Zauważyłam, że Zayn był dziś w wyjątkowo dobrym nastroju i bez przerwy na jego warzy widniał uśmiech.
- Masz dziś dobry dzień? - zapytałam nagle.
- I to jak - Potwierdził wesoło.
- Mogę widzieć co tak Cię uszczęśliwiło?
- Dowiesz się na pewno później - odparł nie zmieniając wyrazu twarzy.
- Bardzo tajemniczy jesteś..
- Mam dziś ochotę na lody. Pójdziemy do pobliskiego parku na lody? - zapytał lekko szturchając mnie.
- Tak jasne, dobry pomysł - odparłam miło.
Po jakiś 15 minutach wolnego marszu doszliśmy do parku. Przy samym wejściu obok furtki stał starszy, wesoły mężczyzna z brodą jak Święty Mikołaj i ze swoim bagażnikiem na lody. Kolejka dzieci była ogromna. Na każdych z ich twarzy widniał szeroki uśmiech. Tyle szczęścia w jednym miejscu. Postanowiliśmy więc usiąść na ławce i przeczekać troche aż dzieci kupią swoje ulubione lody. W tym czasie Zayn przyglądał mi się bardzo uważnie.
- Czemu w ogóle zaprosiłeś mnie na randkę? Jeśli w ogóle mogę nazwać to randką - przerwałam krępującą ciszę.
- Na pewno chcesz wiedzieć? - zapytał, bardziej obracając się w moją stronę.
- No raczej że tak - odparłam.
- No więc wtedy, na pierwszej lekcji... przy tym pianinie... zaimponowałaś mi czymś... To co mówiłaś mając zamknięte oczy.. Jakimś sposobem przyciągnęłaś moją uwagę ku sobie - mówił lekko zdruzgotany.
- Oo.. serio? - wykrztusiłam tylko to, gdyż nie wiedziałam co mam na to odpowiedzieć.
- Pacz, nie ma już kolejki! - powiedział, zbaczając całkowicie z toru.
Kupiliśmy u sklepikarza podwójne lody o smaku śmietankowym i toffi. Zmieniając kierunek spaceru zapomnieliśmy o wcześniejszej rozmowie i ruszyliśmy ku centrum Londynu. Po pewnym czasie doszliśmy aż do Big Ben'u. Nawet nie zauważyliśmy jak ta długa droga szybko minęła, gdyż przez cały czas rozmawialiśmy, wygłupialiśmy się i śmieliśmy jak małe dzieci. Musze przyznać z Zaynem czułam się bardzo swobodnie. Oboje niczego nie ukrywaliśmy, po prostu graliśmy siebie. Przy metrze Zayn podszedł do dziewczynki stojącej na poboczu ulicy z gitarą, wziął od małej, rudej dziewczynki instrument i zaczął grać i śpiewać bez żadnych ograniczeń. Każdy przechodzący przechodził z zachwytem koło niego, patrząc jak największa z gwiazd daje koncert na ulicy. Zebrał się tłum ludzi, a Zayn nie kończył śpiewać. Ludzie zaczęli wrzucać monety i papierki do pokrowca instrumentu dziewczynki. Każdy klaskał, nie którzy płakali. Gdy Zayn zakończył swój pokaz, oddał dziewczynce gitarę, z kieszeni wyciągnął banknot i wrzucił go ze szczerym uśmiechem do pokrowca, życząc jej przy tym powodzenia.
Przez dwadzieścia kolejnych minut chwaliłam go z zachwytem i wzruszeniem. On puszczał te uwagi mimo uszu mówiąc że to nic wielkiego. Doszliśmy do Diabelskiego Młyna:
- To co? Wchodzimy? - zapytał, spoglądając w tamtą stronę.
- Ja mam tam wejść?! - powiedziałam przerażona.
- Nie masz się czego obawiać, będę cały czas przy Tobie - rzucił szarmanckim uśmiechem.
- Chcesz mnie zabić na wysokości?!
- No coś ty, chodź! Będzie fajnie!
Po jego długich błaganiach, z zamkniętymi oczami zgodziłam się tam wejść choć miałam ogromny lęk wysokości. Stojąc nawet na niskim podeście już zaczyna kręcić mi się w głowie.
- Możesz otworzyć już oczy - powiedział po pewnym czasie.
- Na pewno?
- Tak.
Gdy otworzyłam oczy, o mało co nie upadłam z własnych nóg, wisieliśmy na samej górze Diabelskiego Młyna, widząc przy tym całą rzekę, Big Ben i całe centrum. Nie zdałam sobie sprawy nawet z tego, że ściskam z całej siły rękę Mulata. Spojrzałam się na niego z przerażeniem.
- Chcę na dół - wyszeptałam.
- Nie bój się. Nic Ci się tu nie stanie - odpowiedział i złapał równie mocno moją drugą rękę a ja od razu znalazłam się bliżej niego. ...
W tej pozycji bardzo dobrze mogłam przyjżeć się jego kasztanowym oczom. Byłam na tyle blisko, by poczuć jego zapach, jego oddech. Zayn wciąż się uśmiechał, nawet jeszcze bardziej niż wcześniej. Ja, natomiast trzęsłam się cała ze strachu. Gdy tylko on to poczuł, objął mnie swym ramieniem. Wtedy już myślałam że się rozpłynę.
Resztę kursu przetrwałam bez strachu. Niestety nad wodą już zapadał zmierzch i dochodziła godzina dwudziesta. Większość ludzi znikła z centrum miasta. Zostali ludzie jedynie ze zwierzętami lub nieliczne pary wychodzące na spacer. Przeszły przeze mnie dreszcze. Zayn zauważył że mi zimno i zapytał czy chcę jego kurtkę. Odpowiedziałam miło na jego gest, że jest mi bardzo miło, ale że sobie poradzę. Mulat zaśmiał się i złapał mnie za rękę. Poczułam jak moje serce zaczyna szybciej bić i o mało co nie powybija mi żeber i nie wyskoczy na zewnątrz. Na twarzy Zayna w ciągu dalszym widniał uśmiech. Odwazejmniłam szybko gest i spojrzałam na most. Nagle poczułam się o wiele cieplej, że Zayna ręce leżą na mojej tali a moje plecy i ramiona ogrzewa jego ciało. Spojrzałam wesele zaskoczona na niego z pytającym wyrazem twarzy.
- Tak się trzęsłaś, że aż ja zobaczyłem. - Powiedział.
- Naprawdę?
- Yhym - odmruknął twierdząco mi do ucha.
Staliśmy tak z kilkanaście minut i podziwialiśmy zachód dzisiejszego słońca. nagle poczułam jak z kieszeni mojej katany czuje wibracje telefonu. Powoli wyciągnęłam telefon i spojrzałam kto do mnie dzwoni. Była to moja mama, lecz nie zdążyłam odebrać już tego połączenia.
- Musze już wracać do domu - oznajmiłam lekko wychodząc z objęć Mulata.
- To choć, odwioze Cię - powiedział.
- Przecież przyszliśmy pieszo - odparłam kierując się w stronę ulicy.
- Mieszkam dwie przecznice dalej. Możemy szybko podejść po samochód.
- Dam rade, dojdę pieszo - rzuciłam obojętnie.
- Nie, nigdzie Cię samej o tej porze nie puszcze - złapał mnie za rękę i zmienił kierunek.
- Przecież jest dwudziesta, nie mam pięciu lat..
- Ale zaraz zrobi się ciemno i zimno, a ty mieszkasz prawie aż za Londynem.
- Naprawdę nie musisz..
- Ależ muszę - droczył się.
I rzeczywiście. Zayn jak powiedział, mieszkał dwie przecznice dalej. Już z daleka było widać jego duży, czarny samochód. Zayn puściła moją rękę, wyjął kluczyki i podbiegł do auta. Zanim doszłam do furtki, samochód stał już na ulicy z otwartymi drzwiami pasażera.
Za kilka minut staliśmy już pod moim domem. Zayn gasząc silnik, znów uśmiechnął się szarmancko i spojrzał na mnie.
- Dziękuje za tak udany dzień. Już nie pamiętam kiedy ostatnio tak się bawiłem. - Powiedział po chwili.
- Przecież masz chłopaków - rzuciłam.
- Ale oni nie są tacy jak ty. - Odpowiedział wesoło a za chwilę spoważniał.
- To ja już pójdę. - Oznajmiłam biorąc głęboki wdech.
- Poczekaj!
- Tak? - spuściłam rękę z klamki.
Zayn chwilę się wachał. Jakby chciał coś powiedzieć, czy pokazać. Jego usta kilkakrotnie zmieniały swoje ułożenie. W końcu po nie długiej chwili. Mulat uspokoił się i wziął głęboki wdech.
- Tak? - zapytałam ponownie.
- Bo zastanawiałem się czy.. czy.. - Nie dokończył swojej wypowiedzi, tylko szybko złączył nasze usta.
Z zaskoczenia aż drgnęłam i sparaliżowało mnie na dłuższą chwilę, nawet zdałąm sobie sprawę, że nie zamknęłam oczu. Po chwili Zayn odskoczył ode mnie i spoglądając w przednią szybę wyszeptał "przepraszam". Zanim dotarło do mnie co się stało minęło kilka sekund.
- Nic się nie stało, dziękuje. - powiedziałam z lekko wymuszonym uśmiechem.
- Naprawdę? - zapytał z nutą nadziei w jego głosie.
- Tak, na pewno. - potwierdziłam z szerszym uśmiechem.
odwazjemnił tym samym, szczerszym gestem.
- Jutro piątek, podobno ostatni dzień twojego wolnego... - przeciągał.
- Tak, pani May po dwóch tygodniach już wróciła do siebie...
- To może.. co na jutro proponujesz? - zapytał.
- Jutro też się widzimy? - zapytałam podekscytowana, aż podskoczyłam do góry.
- Jeśli nie chcesz..
- Jasne że chcę! - przerwałam jego wypowiedź.
- Cieszę się - powiedział z iskierkami w oczach - to jutro zadzwonię do Ciebie i postaram się Ciebie nie obudzić. - zaśmiał się.
- Dla Ciebie mogę wsatć nawet i o trzeciej rano.
- Haha nie, nie musisz. - oznajmił wesoło.
Wtedy straciłam kompletnie poczucie czas. Siedzieliśmy w jego samochodzie przed moim domem, zawzięcie rozmawiając jeszcze około godziny. Gdy na zegarze jego radia samochodowego wybiła dwudziestapierwsza, głośno wzdychnęłam i oznajmiłam:
- Muszę już iść, mama odchodzi pewnie już od zmysłów.
- Racja, nie wie nawet że siedzisz spokojnie przed domem..
- Naprawdę, już czas na mnie. - oznajmiłam smutno.
- Odprowadzę Cię.
I wtedy znów powtórzył swój gest z przed kilku dni. Otworzył drzwi pasarzera, wyciągnął ciepła dłoń. Tylko tym razem splątał nasze ręce. Otworzył furtkę i przystanęliśmy przy drzwiach frontowych patrząc sobie w oczy bez żadnych słów. Gdy się ocknęłam musiało minąć z jakieś pięć minut. Przerwałam nasz kontakt wzrokowy. Zayn także oprzytomniał.
- Dobranoc. - Wyszeptał i pocałował mnie w moje zmarźnięte czoło.
- Dobranoc. - odparłam z uśmiechem, a Mulat otworzył mi drzwi do domu i wrócił szybko do auta.
oo romantico <3
OdpowiedzUsuńświetny czekam na dalszy rozdział :)
Pozdrawiam ;*
Cudowne!!! Zakochałam się w twoich imaginach <3 Czekam na następny...
OdpowiedzUsuńNext plis
OdpowiedzUsuń