Natychmiast odskoczyłam. Chłopak patrzył na mnie, nie wiedział co się stało, dlaczego to zrobiłam. Przez chwile stałam nieruchomo, wpatrując się swoimi dużymi oczami w niego. On podszedł do mnie powoli i zapytał delikatnie łapiąc moje prawe ramię:
- Ej.. Wszystko w porządku?
- Tak, tak. Przepraszam... Ale chyba już za dużo wypiłam. - odpowiedziałam łapiąc się za głowę. - Chcę już wrócić do domu...
- Odwieźć Cię? Nic nie piłem. - Zaproponował.
- Tak, dziękuje. - Odparłam z uśmiechem.
Rob objął mnie ramieniem, widział że niezbyt dobrze się czuje. Wychodząc z holu, zaczepiła nas Tori.
- A gdzie to wy się wybieracie?! - zapytała nietrzeźwa przyjaciółka, ledwo stojąc na nogach.
- Do domu już, choć Tori, na Ciebie też pora. - Powiedziałam lekko łapiąc ją za rękę.
- Ale ja chcę tu jeszcze zostać... - wieszała się na mojej szyi.
- Nie przeginaj. Wystarczy. - Oznajmiłam poważnie.
- Ech... No więc... F*ck School! - Wykrzyczała pokazując środkowy palec i wyszła na zewnątrz.
Rob podwiózł nas pod sam dom. Widząc w jakim stanie jesteśmy odprowadził nas pod same drzwi mojego mieszkania. Tori od razu weszła do środka, a chłopak chciał bym chwile poczekała:
- Więc dziękuje za ten miły - krótki wieczór. - Powiedział, lekko trzymając mą dłoń.
- Ja też. - odpowiedziałam unosząc prawy kącik ust.
Chwile staliśmy w ciszy, patrząc się na siebie. Rob próbował coś zrbić, lecz nie był pewny... Zbliżył się bardziej do mnie i podniósł lekko mój podbródek. Tę niezręczną chwile zastąpił pocałunkiem. Po chwili opanował się i odstąpił krok do tyłu:
- Przepraszam, nie powinieniem... - powiedział kierując wzrok w podłogę.
- Nic się nie stało! - odpowiedziałam zafascynowana po chwili.
- Cieszę się... To może już ja pójdę...
- Dobranoc! - zażyczyłam z lekkim uśmiechem.
- Dobranoc. - odpowiedział uroczo i zbiegł ze schodów.
Nie weszłam do domu, póki przyjaciel nie znikął z zasięgu mojego wzroku.
Oparłam się o drzwi i uśmiechnęłam się sama do siebie.
Czyżby czułam stado motyli w brzuchu?
Wchodząc do salonu, zuważyłam na dywanie leżacą Tori. Znów uśmiechnełam się i położyłam się obok.
...
Rankiem, obudziła mnie jęcząca przyjaciółka. Kuliła się z bólu i wyła w niebogłosy.
Wstałam z twardej, zimnej podłogi, poklepałam ją po ramieniu i ruszyłam do kuchni po tabletki uśnieżające ból.
Wracając przez korytarz, pod drzwiami ujrzałam białą kopertę.
Podniosłam ją. Nie była wcale zaadresowana...
Dałam przyjaciółce lek i zasiadłam na kanapie patrząc cały czas na kopertę.
W pierwszej chwili pomyślałam że być może był to Rob.
Z tą nadzieją i lekką ulgą otwrzyłam list i zaczęłam czytać treść kartki.
Po paru minutach wpatrywałam się w gołą, piaskową ścianę.
Zbledłam, moje ciśnienie lekko skoczyło, a serce przyśpieszyło swą pracę.
Upuściłam dwie kartki na podłogę, nie odrywając zwroku ze ściany.
Po chwili ocknęłam się.
Wyglądałam na zdenerwowaną i przestraszoną.
Złapałam się za głowę, opierając ręce na kolanach i powiedziałam:
- Nie, to niemożliwe!
...
sobota, 21 grudnia 2013
sobota, 14 grudnia 2013
A LIE ALWAYS COMES TO LIGHT 2 - SECOND PART.
Po zakupach wybrałyśmy się do salonu Kosmetycznego, umalować paznokcie i przy okazji tu zrobić już fryzury. Po mile spędzonych dwóch godzinach ruszyłyśmy do domu. Gdy wróciłyśmy, była już czwarta popołudniu.
Tori od azu pobiegła założyć zakupione rzeczy, bojąc się że spoźnimy się na rozpoczęcie.
Tak że postanowiłam tak zrobić. Wyjęłam z torby zakupioną sukienkę i zwinnie założyłam ją na siebie. Przejrzałam się dokładnie w lustrze a potem zwróciłam się do szafki z butami i wyjęłam z niej czarne mokasyny. Szybko wśliznęłam w nie obie stopy i założyłam jeszcze czarną marynarkę. Na ręke wsunęłam złotą bransoletkę, tunele tak że założyłam złote, lecz pomyślałam jeszcze o braku łańcuszka. Wysunęłam dolną szufladę z szafy i rozpoczęłam szukanie. W pośród różnych ozdób, dojrzałam coś. Był to naszyjnik, który dostałam w zeszłym roku od Harrego. Ze złością zacisnęłam go w pięści, a intuicja szeptała bym wyrzuciła. Jednak nie zrobiłam tego. Powoli rozchyliłam dłoń, przyjrzałam się jemu i we fragmentach przypominał mi się tamtejszy dzień w którym go dostałam. Harry wręczył mi go mówiąc " Kocham Cię Tak Bardzo..". Zrobiło mi się smutno, ale nie wiadomo z jakiego powodu, założyłam go na szyję. Wtedy wyglądałam idealnie. Ostatecznie przejrzałam się w lustrze i zwróciłam się do Tori.
Około osiemnastej byłyśmy całkowicie gotowe. Wychodząc z klatki schodowej ze śmiechem, trzymając się za ręce, naprzeciw domu dostrzegłam znajome auto. Przypadkiem zacisnęłam mocno dłoń przyjaciółki i od razu przeszło mnie dziwne przeczucie.
- Ej, coś się stało? Bardzo z bledłaś. - Zapytała troskliwie Tori.
- Nie nic.. myślałam że... Zresztą, nieważne chodźmy. - Odpowiedziałam i ruszyłyśmy w stronę ulicy.
Dziewczyna zaszła jeszcze do garażu po samochód, a ja czekałam niespokojnie na nią przy furtce.
Ktoś doglądał mnie z drugiej strony ulicy. Przestraszyłam się i szybko pobiegłam do niej.
Po piętnastu minutach byłyśmy już na miejscu. Przyjęcie już się rozpoczęło. A gości było tłumy. Wmieszałyśmy się w otoczenie mówiąc " In The End! " i zaczęłyśmy świętować. Gdy już dostatecznie się zaciemniło, zaczęłam dostrzegać znajomą twarz pomiędzy ludźmi. Nie raz, nie dwa przystawałam chcąc dowiedzieć się kto to, lecz zawsze ten ktoś już znikał. Zgubiłam gdzieś Tori, zostałam sama. Postanowiłam przysiąść do baru, odpocząć chwile. Zamówiłam silnego drinka i zasiadłam na sofie. Doglądając jak znajomi się bawią, znów przeszło mnie tamto uczucie, tylko teraz jakby wyraźniejsze, jakby ktoś mnie dyskretnie obserwował. Rozejrzałam się w okół siebie, lecz niczego dziwnego nie dostrzegłam. Wróciłam do spożywania napoju. Na prawym policzku, poczułam lekkie zimno. Teraz bardziej wrażliwiej spojrzałam w prawą stronę. Lecz znowu nic. Według mnie robiło się coraz dziwniej. Chciałam już wstać, lecz ktoś chwycił mnie za nadgarstek. Powoli obróciłam się, a za sobą ujrzałam usmiechniętego po uszy przyjaciela Roba.
- Hej Emma! Co ty taka zmieszana? - zapytał miło.
- Oo Rob! Nie nic.. zgubiłam Tori. - Odparłam z ulgą.
- Hah. Akurat widziałem ją przed chwilą z Jeromem. - Powiedział.
- Aa to dobrze. - Uśmiechnęłam się.
- To... może zatańczymy? - zapytał nieśmiale.
- Tak, chętnie. - Odstawiłam drinka i złapałam przyjaciela za rękę.
Weszliśmy na parkiet. Nawzajem uśmiechaliśmy się do siebie i spoglądaliśmy w nasze oczy. Rob chwycił mnie w tali, ja owinęłam swoje ręce w okół jego szyi. W tle leciało Story of my life. Oparłam się na jego ramieniu i zamknęłam oczy, wsłuchując się w muzykę. Nie sprawiło mi jednak to żadnej przyjemności, wręcz przeciwnie - wspomnienia powróciły.
Tori od azu pobiegła założyć zakupione rzeczy, bojąc się że spoźnimy się na rozpoczęcie.
Tak że postanowiłam tak zrobić. Wyjęłam z torby zakupioną sukienkę i zwinnie założyłam ją na siebie. Przejrzałam się dokładnie w lustrze a potem zwróciłam się do szafki z butami i wyjęłam z niej czarne mokasyny. Szybko wśliznęłam w nie obie stopy i założyłam jeszcze czarną marynarkę. Na ręke wsunęłam złotą bransoletkę, tunele tak że założyłam złote, lecz pomyślałam jeszcze o braku łańcuszka. Wysunęłam dolną szufladę z szafy i rozpoczęłam szukanie. W pośród różnych ozdób, dojrzałam coś. Był to naszyjnik, który dostałam w zeszłym roku od Harrego. Ze złością zacisnęłam go w pięści, a intuicja szeptała bym wyrzuciła. Jednak nie zrobiłam tego. Powoli rozchyliłam dłoń, przyjrzałam się jemu i we fragmentach przypominał mi się tamtejszy dzień w którym go dostałam. Harry wręczył mi go mówiąc " Kocham Cię Tak Bardzo..". Zrobiło mi się smutno, ale nie wiadomo z jakiego powodu, założyłam go na szyję. Wtedy wyglądałam idealnie. Ostatecznie przejrzałam się w lustrze i zwróciłam się do Tori.
Około osiemnastej byłyśmy całkowicie gotowe. Wychodząc z klatki schodowej ze śmiechem, trzymając się za ręce, naprzeciw domu dostrzegłam znajome auto. Przypadkiem zacisnęłam mocno dłoń przyjaciółki i od razu przeszło mnie dziwne przeczucie.- Ej, coś się stało? Bardzo z bledłaś. - Zapytała troskliwie Tori.
- Nie nic.. myślałam że... Zresztą, nieważne chodźmy. - Odpowiedziałam i ruszyłyśmy w stronę ulicy.
Dziewczyna zaszła jeszcze do garażu po samochód, a ja czekałam niespokojnie na nią przy furtce.
Ktoś doglądał mnie z drugiej strony ulicy. Przestraszyłam się i szybko pobiegłam do niej.
Po piętnastu minutach byłyśmy już na miejscu. Przyjęcie już się rozpoczęło. A gości było tłumy. Wmieszałyśmy się w otoczenie mówiąc " In The End! " i zaczęłyśmy świętować. Gdy już dostatecznie się zaciemniło, zaczęłam dostrzegać znajomą twarz pomiędzy ludźmi. Nie raz, nie dwa przystawałam chcąc dowiedzieć się kto to, lecz zawsze ten ktoś już znikał. Zgubiłam gdzieś Tori, zostałam sama. Postanowiłam przysiąść do baru, odpocząć chwile. Zamówiłam silnego drinka i zasiadłam na sofie. Doglądając jak znajomi się bawią, znów przeszło mnie tamto uczucie, tylko teraz jakby wyraźniejsze, jakby ktoś mnie dyskretnie obserwował. Rozejrzałam się w okół siebie, lecz niczego dziwnego nie dostrzegłam. Wróciłam do spożywania napoju. Na prawym policzku, poczułam lekkie zimno. Teraz bardziej wrażliwiej spojrzałam w prawą stronę. Lecz znowu nic. Według mnie robiło się coraz dziwniej. Chciałam już wstać, lecz ktoś chwycił mnie za nadgarstek. Powoli obróciłam się, a za sobą ujrzałam usmiechniętego po uszy przyjaciela Roba.
- Hej Emma! Co ty taka zmieszana? - zapytał miło.
- Oo Rob! Nie nic.. zgubiłam Tori. - Odparłam z ulgą.
- Hah. Akurat widziałem ją przed chwilą z Jeromem. - Powiedział. - Aa to dobrze. - Uśmiechnęłam się.
- To... może zatańczymy? - zapytał nieśmiale.
- Tak, chętnie. - Odstawiłam drinka i złapałam przyjaciela za rękę.
Weszliśmy na parkiet. Nawzajem uśmiechaliśmy się do siebie i spoglądaliśmy w nasze oczy. Rob chwycił mnie w tali, ja owinęłam swoje ręce w okół jego szyi. W tle leciało Story of my life. Oparłam się na jego ramieniu i zamknęłam oczy, wsłuchując się w muzykę. Nie sprawiło mi jednak to żadnej przyjemności, wręcz przeciwnie - wspomnienia powróciły.
piątek, 13 grudnia 2013
A LIE ALWAYS COMES TO LIGHT 2 - FIRST PART.
HEJ HEJ :) TAK WZNAWIAM SIĘ :)
POSTANOWIŁAM NAPISAĆ JAKBY 2 SEZON WCZEŚNIEJSZEGO OPOWIADANIA :)
SĄ MAŁE ZMIANKI, MAM NADZIEJE ŻE NIE BĘDZIE ROIŁO TO ŻADNEGO PROBLEMU ;)
mIŁEGO CZYTANIA ;**
Minęło pół roku od tamtejszych, żmudnych zdarzeń. W końcu zakończyłam szkołe i za półtora miesiąca dołączę do wymarzonego uniwersytetu w Londynie.
Ten okres był zadziwiająco spokojny. Od tamtej pory nie widziałam już na żywo Harryego czy pozostałych. Było mi z tym dobrze. Zmieniłam swoje życie począwszy od zmiany mieszkania. Postanowiłam że, na razie nie będe wdawać się w związki. Na cel wybrałam naukę.
Początek wakacji zapowiadał się wspaniale. Szkoła, którą właśnie opuszczałam, w pierwszy dzień wakacji robi pożegnanie absolwentów. Tamtego wieczoru w szkole mieli zjawić się wszyscy. Za nic nie chciałam zaprzepaścić tego wydarzenia.
Z samego rana przywitała mnie Tori, podniecona dzisiejszym wieczorem. Prawie że wyciągnęła mnie w piżamie do Galerii. Uspakajając ją, mówiłam że dopiero jest rano. Dziewczyna trochę ochłonęła i rzuciła się na jasną, skórzaną sofę. Po spożyciu wspólnego śniadania, wyszłyśmy na miasto, by zaopatrzyć się na
wieczór. Tori wybrała srebrzystą, długą sukienkę, czarne, wysokie, lśniące obcasy i jescze cienką, przezroczystoczarną narzutę na ramiona. Ja natomiast stałam jak słup soli, przyglądając się przyjaciółce, a moje myśli były tak splątane że nie wiedziałam nawet jak chcę wyglądać.
- A ty masz coś już na oku? - zapytała mnie Tori, zdjemując zakupy z lady.
- Co? Yy. Przepraszam. Nie mam dzisiaj głowy. - odparłam po krótkim namyśle.
- Nie! Tylko Nie to! Choć szybko, patrz ile tu cudnych sukienek! - zaciągnęła mnie do drugego końca sklepu. - Może tą co? Patrz jaka świetna!- Zaproponowała.
Sukienka, którą trzymała Tori, była skromna, ale zarówno i
wyzywająca. Krótka, czerwona, skórzana sukienka z wyciętym, dużym dekoldem i gołymi plecami.
- No patrz! Świetna!- zachwycała się Tori i z wieszakiem przypasowywała ją sobie.
- Nie... Nie. Dziś nie chce takiej. Po prostu chce wyglądać skromnie. - Odpowiedziałam.
- Czy naprawdę nie wiesz co to dziś za impreza?! - Mówiła wysokim głosem, machając przy tym rękami.
- Żadna impreza, tylko pożegnanie szkoły. - Odparłam.
- No tak. To nie będzie stypa. Tylko huczne pożegnanie, gdzie każdy będzie się bawił i spożywał alkohol! Ja dziś na pewno sama i trzeźwa nie wrócę do domu!- mówiła Tori.
- To ty, ja chcę spokojnie stamtąd wyjść, nie tak jak ty ostatnio w
Pubie. - Oznajmiłam, a spośród wieszaków wyjęłam kremową, jednolitą, jedwabną i krótką sukienkę.
- Yy.. a może tą? - znów zaproponowała tę samą sukienkę.
- Nie. Chcę to. - Odpowiedziałam i ruszyłaś w stronę kasy.
POSTANOWIŁAM NAPISAĆ JAKBY 2 SEZON WCZEŚNIEJSZEGO OPOWIADANIA :)
SĄ MAŁE ZMIANKI, MAM NADZIEJE ŻE NIE BĘDZIE ROIŁO TO ŻADNEGO PROBLEMU ;)
mIŁEGO CZYTANIA ;**
Minęło pół roku od tamtejszych, żmudnych zdarzeń. W końcu zakończyłam szkołe i za półtora miesiąca dołączę do wymarzonego uniwersytetu w Londynie.
Ten okres był zadziwiająco spokojny. Od tamtej pory nie widziałam już na żywo Harryego czy pozostałych. Było mi z tym dobrze. Zmieniłam swoje życie począwszy od zmiany mieszkania. Postanowiłam że, na razie nie będe wdawać się w związki. Na cel wybrałam naukę.
Początek wakacji zapowiadał się wspaniale. Szkoła, którą właśnie opuszczałam, w pierwszy dzień wakacji robi pożegnanie absolwentów. Tamtego wieczoru w szkole mieli zjawić się wszyscy. Za nic nie chciałam zaprzepaścić tego wydarzenia.
Z samego rana przywitała mnie Tori, podniecona dzisiejszym wieczorem. Prawie że wyciągnęła mnie w piżamie do Galerii. Uspakajając ją, mówiłam że dopiero jest rano. Dziewczyna trochę ochłonęła i rzuciła się na jasną, skórzaną sofę. Po spożyciu wspólnego śniadania, wyszłyśmy na miasto, by zaopatrzyć się na
wieczór. Tori wybrała srebrzystą, długą sukienkę, czarne, wysokie, lśniące obcasy i jescze cienką, przezroczystoczarną narzutę na ramiona. Ja natomiast stałam jak słup soli, przyglądając się przyjaciółce, a moje myśli były tak splątane że nie wiedziałam nawet jak chcę wyglądać.
- A ty masz coś już na oku? - zapytała mnie Tori, zdjemując zakupy z lady.
- Co? Yy. Przepraszam. Nie mam dzisiaj głowy. - odparłam po krótkim namyśle.
- Nie! Tylko Nie to! Choć szybko, patrz ile tu cudnych sukienek! - zaciągnęła mnie do drugego końca sklepu. - Może tą co? Patrz jaka świetna!- Zaproponowała.
Sukienka, którą trzymała Tori, była skromna, ale zarówno i
wyzywająca. Krótka, czerwona, skórzana sukienka z wyciętym, dużym dekoldem i gołymi plecami.
- No patrz! Świetna!- zachwycała się Tori i z wieszakiem przypasowywała ją sobie.
- Nie... Nie. Dziś nie chce takiej. Po prostu chce wyglądać skromnie. - Odpowiedziałam.
- Czy naprawdę nie wiesz co to dziś za impreza?! - Mówiła wysokim głosem, machając przy tym rękami.
- Żadna impreza, tylko pożegnanie szkoły. - Odparłam.
- No tak. To nie będzie stypa. Tylko huczne pożegnanie, gdzie każdy będzie się bawił i spożywał alkohol! Ja dziś na pewno sama i trzeźwa nie wrócę do domu!- mówiła Tori.
- To ty, ja chcę spokojnie stamtąd wyjść, nie tak jak ty ostatnio w
Pubie. - Oznajmiłam, a spośród wieszaków wyjęłam kremową, jednolitą, jedwabną i krótką sukienkę.
- Yy.. a może tą? - znów zaproponowała tę samą sukienkę.
- Nie. Chcę to. - Odpowiedziałam i ruszyłaś w stronę kasy.
czwartek, 5 grudnia 2013
niedziela, 1 grudnia 2013
piątek, 29 listopada 2013
A LIE ALWAYS COMES TO LIGHT - THE LAST PART 9.
Siedziałaś w tej chwili jak wryta. Nie wiedziałaś co myśleć.. przez tyle czasu, Harry nic tobie o tym nie powiedział.. nawet nie przyznał sie ze miał wtedy dzieci.. Bez słowa wstałaś i poszłaś w pobliski las chcąc to wszystko przemyśleć. Nikt ciebie nie zatrzymywał. Nikt za tobą nie poszedł. Oni rozumieli twoją sytuacje. Musiałaś pobyć sama.
Wtedy zrozumiałaś.. że to wszystko przez Ciebie. Chociaż wybijała cię myśl że to wina Styles'a. On wszystkich wtedy okłamywał. Dlatego jego żona zabiła nic nie winne dzieci, a tak że i siebie. Zaczęłaś płakać. Nagle przed Tobą stanęła mama Harry'ego.
- Przepraszam że tak ciebie denerwowałam.. - powiedziała mama.
Spojrzałaś na nią.
- Skąd wiedziałaś że tu jesteśmy? - zapytałaś
- Harry zawsze mi mówił że kiedyś będzie tu mieszkać - od powiedziała. - widze że to nie za dobra pora... wrócę do domu i przyjadę jutro. - oznajmiła wracając do auta.
Wróciłaś z płaczem na farme, Harold odrazu zapytał co sie stało..
- Co sie stało?! - od tylu lat nie byłeś ze mną szczery, nawet z Juliet! Przez to wszystko dlatego oni stracili życie.. Przepraszam Harry, ale nie chce tego. Roztańmy sie tu i teraz i już nigdy więcej nie wchodźmy sobie w życie..
- Ale [t.i].. - chciał cos powiedzieć.
- Albo wiesz co? Ja to szybciej zakończę.. To koniec Harry. Żegnaj.
Po tych słowach wsiadłaś do auta i odjechałaś. Od tamtejszego dnia już nigdy nie zamieniłaś z nim słowa.. Raz czy dwa widziałaś go błąkającego się pod twoim domem.. Ale zapomniałaś o tym wszystkim, a przede wszystkim i o nim.. Teraz wszystko zaczynałaś od nowa.
Wtedy zrozumiałaś.. że to wszystko przez Ciebie. Chociaż wybijała cię myśl że to wina Styles'a. On wszystkich wtedy okłamywał. Dlatego jego żona zabiła nic nie winne dzieci, a tak że i siebie. Zaczęłaś płakać. Nagle przed Tobą stanęła mama Harry'ego.
- Przepraszam że tak ciebie denerwowałam.. - powiedziała mama.
Spojrzałaś na nią.
- Skąd wiedziałaś że tu jesteśmy? - zapytałaś
- Harry zawsze mi mówił że kiedyś będzie tu mieszkać - od powiedziała. - widze że to nie za dobra pora... wrócę do domu i przyjadę jutro. - oznajmiła wracając do auta.
Wróciłaś z płaczem na farme, Harold odrazu zapytał co sie stało..
- Co sie stało?! - od tylu lat nie byłeś ze mną szczery, nawet z Juliet! Przez to wszystko dlatego oni stracili życie.. Przepraszam Harry, ale nie chce tego. Roztańmy sie tu i teraz i już nigdy więcej nie wchodźmy sobie w życie..
- Ale [t.i].. - chciał cos powiedzieć.
- Albo wiesz co? Ja to szybciej zakończę.. To koniec Harry. Żegnaj.
Po tych słowach wsiadłaś do auta i odjechałaś. Od tamtejszego dnia już nigdy nie zamieniłaś z nim słowa.. Raz czy dwa widziałaś go błąkającego się pod twoim domem.. Ale zapomniałaś o tym wszystkim, a przede wszystkim i o nim.. Teraz wszystko zaczynałaś od nowa.
THE END!
czwartek, 28 listopada 2013
A LIE ALWAYS COMES TO LIGHT - PART 8. - PRZEDOSTATNIA.
- Z jakieś ponad dwa lata temu.. Harry.. tak, miał kobiete..- mówił.
...
- Lou, czekaj! Ja jej to powiem.- przerwał jemu Harry siadając koło Ciebie.
..
- Tak. Pare lat temu.. miałem żone. Juliet. I dwójkę dzieci z nią.- Zaczął mówić poważnie. - Przez troche.. układało nam sie dobrze.. Ale potem poznałem Ciebie.. i.. i.. wszystko sie zmieniło. Juliet, tak że wobec mnie była inna. Krzyczała na mnie bez powodu, wyrzywała sie na dzieciach. Mieszkaliśmy tutaj.. Kupiłem ten dom za dobry układ z Panem Spancer'em. Od zawsze chcieliśmy mieszkać na takim odludziu, mając jak by " swoją farmę". Kochałem ją, ale tak że zaczynałem czuć coś do Ciebie.. Coraz częściej sie spotykaliśmy, coraz mniej spędzałem w domu.. z żoną, dziećmi..
Pewnego dnia, zaczęła ona pić.. bardzo dużo.. ale nie moge powiedzieć że była aż uzależniona.
Tym powodem było to, że dowiedziała sie od jednego starca, ze sklapu z 2 mile stąd. Że mam 'inną'. Ale zaczęłem zaprzeczać. Ona nie chiała mnie słuchać, zaczęła wszystkim we mnie rzucać, rujnując przy tym cały dom. Wybiegłem z domu, zatrzaskując drzwiami. Nie wróciłem na noc, szwędałem sie gdzieś po mieście.. Rankiem, gdy wróciłem do domu.. Wszystkie zwierzęta nasze były pomordowane. Nerwowo przekroczyłem próg drzwi, gdy zobaczyłem jak na schodach.. ona.. ona.. dusi.. naszą córeczkę.. - mówił przekonująco wylewając przy tym łzy. - Podbiegłem do niej i.. uderzyłem ją.. Czuć było od niej alkohol. Chciałem ratować Megan (córeczkę) . lecz było już za późno..
Juliet nie zdawała sobie z tego sprawy.. chciałem zabrać Ed'a (syna) by i ona nie zrobiła jemu krzywdy, szukałem go po wszystkich pokojach. Juliet mnie zatrzymywała i całowała. nie zwracałem na to uwagi, odpychałem ją. Gdy wkroczyłem do łazienki.. i jego też to spotkało.. jego ciało wynurzało sie z wody, był jescze ciepły, lecz.. nie oddychał. Jego serce też nie było.. Potem powiedziałem.. dużo.. za dużo.. nie potrzebnych słów, zostawiłem ją tam w domu.. nerwowo wsiadłem do auta i pojechałem.. Gdy wróciłem, jej nie było.. Ciał dzieci tak że.. Z piwnicy usłyszałem obijające sie dżwięki.. Szybko zbiegłem na dół.. Ale ona tak że to zrobiła. Powiesiła sie. Chciałem rozwalić rurę, lecz gdy to zrobiłem.. było za późno.. ona tak że odeszła. Wyszedłem z tego domu tak jak stałem i więcej już tutaj ne przyjechałem. Dopiero teraz..gdy chciałem zacząć to wszystko od nowa.. ona wróciła.. I nie miej wyrzutów za to że nikt Tobie nie powiedział, poprosiem ich by nic nie mówili...
...
- Lou, czekaj! Ja jej to powiem.- przerwał jemu Harry siadając koło Ciebie.
..
- Tak. Pare lat temu.. miałem żone. Juliet. I dwójkę dzieci z nią.- Zaczął mówić poważnie. - Przez troche.. układało nam sie dobrze.. Ale potem poznałem Ciebie.. i.. i.. wszystko sie zmieniło. Juliet, tak że wobec mnie była inna. Krzyczała na mnie bez powodu, wyrzywała sie na dzieciach. Mieszkaliśmy tutaj.. Kupiłem ten dom za dobry układ z Panem Spancer'em. Od zawsze chcieliśmy mieszkać na takim odludziu, mając jak by " swoją farmę". Kochałem ją, ale tak że zaczynałem czuć coś do Ciebie.. Coraz częściej sie spotykaliśmy, coraz mniej spędzałem w domu.. z żoną, dziećmi..
Pewnego dnia, zaczęła ona pić.. bardzo dużo.. ale nie moge powiedzieć że była aż uzależniona.
Tym powodem było to, że dowiedziała sie od jednego starca, ze sklapu z 2 mile stąd. Że mam 'inną'. Ale zaczęłem zaprzeczać. Ona nie chiała mnie słuchać, zaczęła wszystkim we mnie rzucać, rujnując przy tym cały dom. Wybiegłem z domu, zatrzaskując drzwiami. Nie wróciłem na noc, szwędałem sie gdzieś po mieście.. Rankiem, gdy wróciłem do domu.. Wszystkie zwierzęta nasze były pomordowane. Nerwowo przekroczyłem próg drzwi, gdy zobaczyłem jak na schodach.. ona.. ona.. dusi.. naszą córeczkę.. - mówił przekonująco wylewając przy tym łzy. - Podbiegłem do niej i.. uderzyłem ją.. Czuć było od niej alkohol. Chciałem ratować Megan (córeczkę) . lecz było już za późno..Juliet nie zdawała sobie z tego sprawy.. chciałem zabrać Ed'a (syna) by i ona nie zrobiła jemu krzywdy, szukałem go po wszystkich pokojach. Juliet mnie zatrzymywała i całowała. nie zwracałem na to uwagi, odpychałem ją. Gdy wkroczyłem do łazienki.. i jego też to spotkało.. jego ciało wynurzało sie z wody, był jescze ciepły, lecz.. nie oddychał. Jego serce też nie było.. Potem powiedziałem.. dużo.. za dużo.. nie potrzebnych słów, zostawiłem ją tam w domu.. nerwowo wsiadłem do auta i pojechałem.. Gdy wróciłem, jej nie było.. Ciał dzieci tak że.. Z piwnicy usłyszałem obijające sie dżwięki.. Szybko zbiegłem na dół.. Ale ona tak że to zrobiła. Powiesiła sie. Chciałem rozwalić rurę, lecz gdy to zrobiłem.. było za późno.. ona tak że odeszła. Wyszedłem z tego domu tak jak stałem i więcej już tutaj ne przyjechałem. Dopiero teraz..gdy chciałem zacząć to wszystko od nowa.. ona wróciła.. I nie miej wyrzutów za to że nikt Tobie nie powiedział, poprosiem ich by nic nie mówili...
A LIE ALWAYS COMES TO LIGHT - PART 7.
Obudziłaś się zrywająco. Zdyszana, zgrzana i przestraszona, jak by to wszystko działo sie na prawde..
Nie wyszłaś od razu z łóżka.. Usiadłaś i po ciemku przypominałaś sobie ten sen. Domyśliłaś się, że przypadkiem Tobie to się nie przyśniło.. że musi być tego jakiś powód. Czy ta kobieta jest, była jego żoną? czy on miał dzieci..? Dlaczego one potem nie żyły i kto to tak właściwie zrobił..?
Zaczęłaś płakać przez to co im się stało.. Byłaś teraz zmieszana jak nigdy. Dlaczego to tobie akurat sie przyśniło.. dlaczego to?
W tym czasie Harold zmierzający drogą w strone postaci,nie wiedział praktycznie po co tam idzie.. jego nogi same go tam ponosiły.
Ty wybiegłaś z domu i zaczęłaś głośno z płaczem go wołać.
Nagle jak by on sie ocknął. Postać zniknęła, a on oprzytowniawszy szybko wrócił do domu. Każdy Cie teraz uspokajał i pytał co sie stało, lecz ty tylko o tym chciałaś porozmawiać z Harry'm.
- Co sie stało? - powiedział lekko oburzony.
- Nie wiem, wybiegła tak nagle z płaczem. - Powiedział Zayn.
- Znowu gdzieś weszłaś ?! - krzyknąl Harry.
- Niee.. - powiedziałaś chowając sie w Dan.
- To co jest !?
- Musze z tobą porozmawiać..
- Który to raz już dziś!? Daj sobie teraz z tym spokój! Kiedy indziej porozmawiamy..
- Ale Harry... !
Harold znów za ogrodzeniem zobaczył pstać. Widać było że przecząco kiwała głową. Styles spojrzał na nią i poważnym głosem odmówił Tobie rozmowy.
Usiedliście wszyscy przy ognisku, prócz Harry'ego. Siedziałaś tak tam załamana. Wszyscy dostrzegli że coś jest nie tak. Te niezręczną chwile przerwał Niall, pytając co sie dzieje i okrył Cię swoją szarą bluzą.
Nie chciałaś nic mówić, lecz każdy prosił Cie i mówił że poczujesz sie lepiej. Po dłuższej chwili zgodziłaś sie. Opowiedziałaś dokładnie im swój sen, trzęsąć sie i płacząc przy tym.
Każdy po tym zrobił poważną minę i zamilknął. Jak by nie chcieli czegoś tobie powiedzieć..
- Ej.. co wy tacy..? To tlko sen.. - powiedziałaś. - .. prawda..?
Liam zakiwał głową.
- Coo jest..? - zapytałaś nie pewnie, głośno przełykając śline.
Każdy na każdego spojrzał poważnie.
- To jak..? wkońcu i tak musi sie o tym dowiedzieć.. - powiedział niechętnie Zayn.
- Co powiedzieć.. co ?! - próbowałaś sie dopytać.
- Mówić..? - zapytała Elenaor.
Każdy kiwnął a Louis zaczął mówić.
Nie wyszłaś od razu z łóżka.. Usiadłaś i po ciemku przypominałaś sobie ten sen. Domyśliłaś się, że przypadkiem Tobie to się nie przyśniło.. że musi być tego jakiś powód. Czy ta kobieta jest, była jego żoną? czy on miał dzieci..? Dlaczego one potem nie żyły i kto to tak właściwie zrobił..?
Zaczęłaś płakać przez to co im się stało.. Byłaś teraz zmieszana jak nigdy. Dlaczego to tobie akurat sie przyśniło.. dlaczego to?W tym czasie Harold zmierzający drogą w strone postaci,nie wiedział praktycznie po co tam idzie.. jego nogi same go tam ponosiły.
Ty wybiegłaś z domu i zaczęłaś głośno z płaczem go wołać.
Nagle jak by on sie ocknął. Postać zniknęła, a on oprzytowniawszy szybko wrócił do domu. Każdy Cie teraz uspokajał i pytał co sie stało, lecz ty tylko o tym chciałaś porozmawiać z Harry'm.
- Co sie stało? - powiedział lekko oburzony.
- Nie wiem, wybiegła tak nagle z płaczem. - Powiedział Zayn.
- Znowu gdzieś weszłaś ?! - krzyknąl Harry.
- Niee.. - powiedziałaś chowając sie w Dan.
- To co jest !?
- Musze z tobą porozmawiać..
- Który to raz już dziś!? Daj sobie teraz z tym spokój! Kiedy indziej porozmawiamy..
- Ale Harry... !
Harold znów za ogrodzeniem zobaczył pstać. Widać było że przecząco kiwała głową. Styles spojrzał na nią i poważnym głosem odmówił Tobie rozmowy.
Usiedliście wszyscy przy ognisku, prócz Harry'ego. Siedziałaś tak tam załamana. Wszyscy dostrzegli że coś jest nie tak. Te niezręczną chwile przerwał Niall, pytając co sie dzieje i okrył Cię swoją szarą bluzą.
Nie chciałaś nic mówić, lecz każdy prosił Cie i mówił że poczujesz sie lepiej. Po dłuższej chwili zgodziłaś sie. Opowiedziałaś dokładnie im swój sen, trzęsąć sie i płacząc przy tym.
Każdy po tym zrobił poważną minę i zamilknął. Jak by nie chcieli czegoś tobie powiedzieć..
- Ej.. co wy tacy..? To tlko sen.. - powiedziałaś. - .. prawda..?
Liam zakiwał głową.
- Coo jest..? - zapytałaś nie pewnie, głośno przełykając śline.
Każdy na każdego spojrzał poważnie.
- To jak..? wkońcu i tak musi sie o tym dowiedzieć.. - powiedział niechętnie Zayn.
- Co powiedzieć.. co ?! - próbowałaś sie dopytać.
- Mówić..? - zapytała Elenaor.
Każdy kiwnął a Louis zaczął mówić.
środa, 27 listopada 2013
A LIE ALWAYS COMES TO LIGHT - PART 6 - DREAM.
JEŚLI CHCECIE NA BORDOWYM PASKU WŁĄCZNIE - Numb Piano - :)
" Kremowa, krótka, zwiewna sukienka, idealnie leżała na twojej talii. Znajdowałaś się gdzieś w gęstej łące, sama w samo połodunie. Zerwałaś kawałek zboża i powoli ruszyłaś w stronę dojrzałej jabłoni.
Gdy nagle zza niej wyszła młoda kobieta, w czarnej podartej sukience i w rozmazanym makijażu. W okół jej szyji znajdował się gruby, mocny sznur zawiązany w pętle. Był zacisnięty prawie że do jej gardła. Nic ta kobieta nie robiła. Zaczęła kręcić sie w około drzewa, co chwile spoglądając na Ciebie, jak by czekając aż do niej podejdziesz. Przystanęłaś na chwile, rozglądnęłaś się w około czy nikogo prrócz was nie ma.. Jesteście same.. Zrobiłaś mały zawachany korok w jej strone. Kobieta przystanęła. Wzięłaś głęboki oddech i bez namysłu weszłaś pod jabłoń.
Gdy dobrze przyjrzałaś sie kobiecie, zobaczyłaś na jej chudym ciele ciemne siniaki i poobijania. Ona swoją zimną ręką złapała twojego czoła.. Z jej ręki lały sie strumyki ciemnej krwi..
Złapała Cię za rękę i wprowadziła w nie wielki, rzadki las. Czarnowłosa nic się do Ciebie nie odzywała, co chwile obracała się przez prawe ramie i zimnym jej wzrokiem spoglądała czy podążasz za nią.. Nie długo zaczęła tworzyć się mała kamenna droga, która prowadziła do ujścia lasu. Za nim ujrzałaś coś niewiarydodnego...
Wielkie, zadbane pole, a pośrodku biały, ogromy, piękny dom. który teraz tobie Harry sprezentował. Ale nie o to chodziło. Chodziło o to kogo tam zobaczyłaś..
Młodszego nieco z przed dwóch lat Harry'ego, który bawi się z dwójką małych ok. 3-5 lat dziećmi , które wołają do niego ze śmiechem " Tato..". A z tarasu na wilkinowym krześle siedziała właśnie ta smutna kobieta.. Tam wydawała się szczęśliwą "matką?". Nie mogłaś uwierzyć.. tam , tam był Harry jako kochający ojciec.
Zeszłaś z kobietą z niewielkiego wzgórza i skierowaliście sie w strone domu. Spokojnie przeszła ona obok niego, spoglądając na niego z żalem i nienawiścią, a potem spojrzała tak i na Ciebie ale jej odczuciem było współczucie.. O cho jej chodziło..? - Nie wiem.
Dom od wewnątrz był piękny,przestrzenny i ogromnie zadbany.. jednak w mig przemienił się w burdel i jeden wielki haos. Kobieta znów złapała Cię za ręke i zaprowadziła na schody. Na półpiętrze znajdowała się mała 3 letnia dziewczynka, która znieruchomiała i blada leżała z głową pomiędzy belkami.. Kobiecie z jej piwnego oka wypłynęła samotna gorzka łza.
- Ona chyba nie żyje.. - powiedziałaś cicho ze szklistymi oczami patrząc na zimną kobietę.
Skiwnęła ona lekko głową i zakryła swoje zsiniałe usta dłonią. Objęła Cię ramieniem i zaprowadziła w kolejne miejsce domu. - Łazienka.
Roztrzaskana, pobita, szklana łazienka. Po środku stoi pozłacana biała wanna napełniona po brzegi. Wokół niej pełno małych rzczy wyglądające jak przymusem zerwane z kogoś. Pełno krwi i powyrywanych włosów.. Kobieta pwoli zbliżyła się ku wannie, i upadła z płaczem na kolana.. Sama gdy to zobaczyłaś, rozpłakałaś się. Mimo że nie wiedziałaś prawie co wgóle tu sie stało...
W nie wielkiej wannie pływał twarzą pod wodą znieruchomiały, blady i zminy 5 letni chłopczyk. Nie wiedziałas kto to mógł zrobić. jedynie myślałaś.. " Co za potwór do takich rzeczy jest zdolny..? "
Przytuliłaś zapłapkną kobietę i wytarłaś jej łzy z bladych polików, jednak i tak zaraz strumienie znów zaczęły się wylewać. Pomogłaś jej wstać. z opadniętą głową kobieta znów wyszła, ty na współczucie, położyłaś na chwilkę swoją dłoń na zimne ramie zwłok chłopca. Teraz kobieta zmierza w dół, zza okna patrzy przez chwilę jak " Harry wyjeżdża czerwonym Jeep'em z ich ziem." Jej twarz staje sie jeszcze bardziej ponura..
Prowadzi Cię do kuchni, po lewej stronie znajdują się te same drewniene drzwiczki. Kobieta otwiera je powoli. Zeszłyście już praiwe na sam dół, gdy nagle tam rozlega sie ogromy hałas. Szybko sprawdziłaś co sie stało. Tam zobaczyłaś trząsącą sie kobietę w czarnych włosach i śnieżno białej sukni, która trzymała się za gardło i zwisała z grubej rury przy suficie. Wytraszyłaś się. Ona sie wiesza! W kącie piwniczki było to małe biórko, a w nim wbita siekiera. Wzięłaś narzędzie i zaczęłaś z całej siły walić w tą rurę.. lecz gdy puściła, było już za poźno. Kobieta w czarnej sukni - znkinęła. Wisielcem okazała się właśnie ona.. Ale jaki był powód tych 'morderstw'?
Nagle usłyszałaś jak ktoś schodzi w dół. Szybko schowałaś kobiete gdzieś w kącie i w ostatniej chwili zgasiłaś swiatełko. Stanęłaś nieruchomo w najciemniejszym miejsu i wstrzymałaś głęboki oddech. Nagle usłyszałaś bardzo przestraszony głos " - Harry? Prosze nie baw sie tak ze mną..! ". Wtedy po ścianach piwwnicy powoli przeszłaś do schodów, ktoś zaczął po nich uciekać, ale ty wyprzedziłaś tą osobę i szybko zamknęłaś przed nią drzwi... Ktoś stamtąd prosił o pomoc, lecz ty odeszłaś.."
wtorek, 26 listopada 2013
A LIE ALWAYS COMES TO LIGHT - PART 5.
- OCZAMI HARRY'EGO -
Już od kiedy Lou mnie zabrał, nie widziałem [t.i]. Byla jakaś zdenerwowana.. może zamknęła się w aucie? Zadzwonie do niej. Aa nie, nie mam teraz telefonu.
-Ej Tori! Widziałaś [t.i]?! - zapytałem z oddali krzycząc do niej.
- Nie nie widziałam! Może w domu jest! - Odpowiedziała mi.
No więc poszedłem sprawdzić czy przypadkiem nie ma jej w domu.
No i tak jak myślałem - w domu nikogo nie było. Rozjerzałem sie po parterze potem sprawdziłem górę, nikogo nie było. No więc wstąpiłem do kuchni po coś do picia, gdy nagle usłyszałem jak z drzwi zza piwniczki dochodzą jakieś szlochy. Podeszłem więc po cichu do drzwi i złapałem za metalową rączkę. Nagle z tamtąd usłyszałem głos [t.i], nie wiem co ona tam robiła.. Szybko otworzyłem ją, a ona przestraszona rzuciła się na mnie z przerażeniem. Była zaplakana i wystraszona. Panikowała tak, że nie mogła złapać oddechu. Pytała gdzie byłem. Mówiła cos o piwnicy i światełku.. Nie zrozumiałem jej prawie.. Zabrałem ją stąd.
- -
Gdy siedziałaś w piwnicy, słyszałaś jakieś głosy jak by tobie groziły. Zaczęłaś jeszcze bardziej płakać. Nagle usłyszałaś nadchodzące kroki w strone kuchni, a za chwile ktoś przystanął z drugiej strony drzwi. Bałaś się odezwać, nawet wstrzymać swojego płaczu nie potrafiłaś. Nie zdązyłaś mrugnąć, a już znajdowałaś sie w ramionach Styles'a.
Nie wiedziałas od czego zacząć, co powiedzieć, dlaczego tam wogóle weszłaś.. Harry zabrał Cię stąd. Zaprowadził do sypialni bys sie uspokoiła i powiedziała co sie stało..
- Szukałam Cię.. - cicho oznajmiłaś.
- W piwnicy..?! - zapytał Harry z głupią miną.
- Gdzie ty byłeś!? - powiedziałaś głosno.
- Cały czas przed domem.. - odpowiedział.
- To w końcu kto był w tamtej piwnicy?! - krzyknęłaś.
- Nikt. - Oznajmił obojętnie.
...
- Harry.. uważasz mnie za psycholkę?!
- [t.i] no co ty... nie powiedziałem tak..
- Ale pomyślałeś.
- Yy.. mogę przejść? - wtrącił się Malik.
- Naprawde nie.. ale niewiadomo po co tam zeszłaś, a potem nie mogłaś sie otworzyć..
- Tam ktoś naprawde był..- mówiłaś nerwowo, mając łzy w oczach. Chciałaś tylko by Harry tobie uwierzył.
- Juuuż .. ciii.. [t.i] za dużo wypiłaś.. - rzekł Harold. A raczej wmaiał jak by tobie że nic sie nie stało.
Z podwórka dochodziły krzyki wołające was na ognisko, kiełbachy, podpłomyki i piwo.
- idziesz? - zapytał obojętnie Styles.
- Idź, ja zostane tutaj. - odpowedziałaś wpatrując się w podłoge.
- To prześpij sie.. - Powiedział chłodno, a twarz jego zbladła nagle, tenczówki tak że zmieniły sie na jasny, zimny kolor, a ziarnice zmniejszyły sie niczym mały koralik.
- Spróbuje..- odpowiedziałaś chowając sie w starej pierzynie.
Styles wyszedł na zewnątrz i dołączył sie do przyjaciół rozmawiających na wasz temat.
- O czym tak plotkujecie? - zapytał z wymuszonym uśmiechem na twarzy.
- Chyba o kim.. - poprawiła go El..
- O takim Styles'ie i takiej jednej {t.n}..- powiedizaił Zayn wyciągając plonący patyk z ogniska.
- Noooo.. ciekawe.. - oznajmił Harry.
- Ej a co z [t.i]? - Zapytała Perrie.
- Ee żle sie poczuła i połozyła sie..
Ich rozmowy przetoczytły sie tylko już na twój temat. Każdy Cie chwalił i podziwiał. W pewnej chwili, Styles znieruchomiał. Jego oczy skupiły sie na drodze za waszym terenem, przez która powoli przechodziła ciemna, mała postać. Harry wstał i ruszył w jej strone nie odrywając z tamtąd wzroku.
W tym czasie, gdy zasnęłas głęboko, ktos stanął przy twoim łóżku. Postać ta była niewyraźna, ciemna, zakapturzona. Nie była zawysoka, ani za niska..
Swoją zimną, skostniałą dłonią dotknęła twojego zgrzanego czoła a w tym czasie przyśniło Ci sie cos okropnego..
Już od kiedy Lou mnie zabrał, nie widziałem [t.i]. Byla jakaś zdenerwowana.. może zamknęła się w aucie? Zadzwonie do niej. Aa nie, nie mam teraz telefonu.
-Ej Tori! Widziałaś [t.i]?! - zapytałem z oddali krzycząc do niej.
- Nie nie widziałam! Może w domu jest! - Odpowiedziała mi.
No więc poszedłem sprawdzić czy przypadkiem nie ma jej w domu.
No i tak jak myślałem - w domu nikogo nie było. Rozjerzałem sie po parterze potem sprawdziłem górę, nikogo nie było. No więc wstąpiłem do kuchni po coś do picia, gdy nagle usłyszałem jak z drzwi zza piwniczki dochodzą jakieś szlochy. Podeszłem więc po cichu do drzwi i złapałem za metalową rączkę. Nagle z tamtąd usłyszałem głos [t.i], nie wiem co ona tam robiła.. Szybko otworzyłem ją, a ona przestraszona rzuciła się na mnie z przerażeniem. Była zaplakana i wystraszona. Panikowała tak, że nie mogła złapać oddechu. Pytała gdzie byłem. Mówiła cos o piwnicy i światełku.. Nie zrozumiałem jej prawie.. Zabrałem ją stąd.
- -
Gdy siedziałaś w piwnicy, słyszałaś jakieś głosy jak by tobie groziły. Zaczęłaś jeszcze bardziej płakać. Nagle usłyszałaś nadchodzące kroki w strone kuchni, a za chwile ktoś przystanął z drugiej strony drzwi. Bałaś się odezwać, nawet wstrzymać swojego płaczu nie potrafiłaś. Nie zdązyłaś mrugnąć, a już znajdowałaś sie w ramionach Styles'a.
Nie wiedziałas od czego zacząć, co powiedzieć, dlaczego tam wogóle weszłaś.. Harry zabrał Cię stąd. Zaprowadził do sypialni bys sie uspokoiła i powiedziała co sie stało..
- Szukałam Cię.. - cicho oznajmiłaś.
- W piwnicy..?! - zapytał Harry z głupią miną.
- Gdzie ty byłeś!? - powiedziałaś głosno.
- Cały czas przed domem.. - odpowiedział.
- To w końcu kto był w tamtej piwnicy?! - krzyknęłaś.
- Nikt. - Oznajmił obojętnie.
...
- Harry.. uważasz mnie za psycholkę?!
- [t.i] no co ty... nie powiedziałem tak..
- Ale pomyślałeś.
- Yy.. mogę przejść? - wtrącił się Malik.
- Naprawde nie.. ale niewiadomo po co tam zeszłaś, a potem nie mogłaś sie otworzyć..
- Tam ktoś naprawde był..- mówiłaś nerwowo, mając łzy w oczach. Chciałaś tylko by Harry tobie uwierzył.
- Juuuż .. ciii.. [t.i] za dużo wypiłaś.. - rzekł Harold. A raczej wmaiał jak by tobie że nic sie nie stało.
Z podwórka dochodziły krzyki wołające was na ognisko, kiełbachy, podpłomyki i piwo.
- idziesz? - zapytał obojętnie Styles.
- Idź, ja zostane tutaj. - odpowedziałaś wpatrując się w podłoge.
- To prześpij sie.. - Powiedział chłodno, a twarz jego zbladła nagle, tenczówki tak że zmieniły sie na jasny, zimny kolor, a ziarnice zmniejszyły sie niczym mały koralik.
- Spróbuje..- odpowiedziałaś chowając sie w starej pierzynie.
Styles wyszedł na zewnątrz i dołączył sie do przyjaciół rozmawiających na wasz temat.
- O czym tak plotkujecie? - zapytał z wymuszonym uśmiechem na twarzy.
- Chyba o kim.. - poprawiła go El..
- O takim Styles'ie i takiej jednej {t.n}..- powiedizaił Zayn wyciągając plonący patyk z ogniska.
- Noooo.. ciekawe.. - oznajmił Harry.
- Ej a co z [t.i]? - Zapytała Perrie.
- Ee żle sie poczuła i połozyła sie..
Ich rozmowy przetoczytły sie tylko już na twój temat. Każdy Cie chwalił i podziwiał. W pewnej chwili, Styles znieruchomiał. Jego oczy skupiły sie na drodze za waszym terenem, przez która powoli przechodziła ciemna, mała postać. Harry wstał i ruszył w jej strone nie odrywając z tamtąd wzroku.
W tym czasie, gdy zasnęłas głęboko, ktos stanął przy twoim łóżku. Postać ta była niewyraźna, ciemna, zakapturzona. Nie była zawysoka, ani za niska..
Swoją zimną, skostniałą dłonią dotknęła twojego zgrzanego czoła a w tym czasie przyśniło Ci sie cos okropnego..
poniedziałek, 25 listopada 2013
A LIE ALWAYS COMES TO LIGHT - PART 4.
ZANIM ZACZNIECIE CZYTAĆ WŁĄCZCIE PLAYLISTĘ U SAMEJ GÓRY - BORDOWY PASEK - :) Announcement Service Public!
Schodziłaś powoli.. od małego bałaś się piwnic i ciemności. Twoje nogi były tak giętkie jak nie wiadomo ile byś wypiła..
- Harry? - powiedziałaś, a echo odbijało się coraz niżej i niżej.
- Harry, jesteś tu? - zapytałaś po raz drugi lecz nikt sie nie odezwał, a z dołu dochodziły coraz głośniejsze hałasy.
Już zeszłaś prawie z krętych betonowych schodów. hałasy dalej rozlegały się po piwnicy. Wyjrzałaś lekko zza ściany, gdzieś w kącie paliło się małe przyciemnione światełko. Wtedy byłaś juz pewna że to jest Styles.
Wyszłaś już pewnie ze schodów:
- Noo Harry! Szukałam Cię wszędzie! - Powiedziałaś z otuchą.
Lecz w tej chwili, światełko zgasło, hałasy ucichły.. Poświeciłaś latarką w miejscu gdzie widziałaś światło, lecz nikogo ani nic tam nie było.
- Harry? Prosze nie baw sie tak ze mną..! - Powiedziałaś drżącym głosem i rozglądałaś sie po piwnicy.
Jednak nikt sie nie odezwał.
- Harry! - krzyknęłaś.
CISZA.
Chciałaś zadzwonić do Styles'a jednak ty miałaś jego telefon, a swój zostawiłaś w aucie. Zadzwoniłaś więc z jego telefonu do Louis'a.
- Harry? - odebrał Lou.
- Nie! To ja! gdzie jest Harry?!
- Poczekaj, nie wiem.. nie widze go.. A jest tam! Już rozpalili ognisko!
- Cały czas tam był? -zapytałaś nie pewnie.
- Nooo tak, nie dawno gadaliśmy. Czemu w ogóle masz jego telefon?
/ przerwało połączenie /
- Fuck! - Krzyknęłaś.
Chciałaś zadzwonić jeszcze raz, lecz nie było zasięgu..No przecież- jesteście gdzieś na odludziu a ty na dotatek kilka metrów pod ziemią. Nie ma szans by była choć jedna kreska.
Zdałaś sobie sprawe że to nie był Harry. Podeszłaś do tego kąta i poświeciłaś tam latarką. Było tam stare, małe biórko. A na nim duże sznyty od piłowania.
- Kto tu jest?! - powiedziałaś cieniutkim głosem.
Nikt sie nie odezwał.
- Hallo?!
ZNÓW CISZA.
Zacisnęłaś mocno pięści i pobiegłaś w strone wyjścia. Nie miałaś sił już biec po schodach, ale nie poddawałaś się. Myślałaś że coś Cie goni, że chce zrobić Tobie krzywde. Gdy dobiegłaś do drzwi, one zatrzasnęły się tobie przed nosem i odcieły dostęp do światła i innych. Zaczęlaś w nie walić, krzyczeć o pomoc, płakać. Odwrociłaś się nerwowo tyłem do drzwi. zamknęłaś oczy i policzyłaś do trzech. Jeden.. Dwa.. .. Trzy. Wtedy pchnęłaś sie lekko do tyłu ale drzwiczki dalej były zamknięte. Miałaś nadzieje że to tylko sen i dlatego policzyłaś do trzech, ale nie. Jesteś tu, zamknięta w piwnicy, sama. Latarka powoli gaśnie, coraz mniej widać zakurzonej piwniczki. Trzymałaś w ręku telefon Styles'a- nie wiadomo po co. Teraz zamknęłaś oczy i zaczęłaś płakać...
Schodziłaś powoli.. od małego bałaś się piwnic i ciemności. Twoje nogi były tak giętkie jak nie wiadomo ile byś wypiła..
- Harry? - powiedziałaś, a echo odbijało się coraz niżej i niżej.
- Harry, jesteś tu? - zapytałaś po raz drugi lecz nikt sie nie odezwał, a z dołu dochodziły coraz głośniejsze hałasy.
Już zeszłaś prawie z krętych betonowych schodów. hałasy dalej rozlegały się po piwnicy. Wyjrzałaś lekko zza ściany, gdzieś w kącie paliło się małe przyciemnione światełko. Wtedy byłaś juz pewna że to jest Styles.
Wyszłaś już pewnie ze schodów:
- Noo Harry! Szukałam Cię wszędzie! - Powiedziałaś z otuchą.
Lecz w tej chwili, światełko zgasło, hałasy ucichły.. Poświeciłaś latarką w miejscu gdzie widziałaś światło, lecz nikogo ani nic tam nie było.
- Harry? Prosze nie baw sie tak ze mną..! - Powiedziałaś drżącym głosem i rozglądałaś sie po piwnicy.
Jednak nikt sie nie odezwał.
- Harry! - krzyknęłaś.
CISZA.
Chciałaś zadzwonić do Styles'a jednak ty miałaś jego telefon, a swój zostawiłaś w aucie. Zadzwoniłaś więc z jego telefonu do Louis'a.
- Harry? - odebrał Lou.
- Nie! To ja! gdzie jest Harry?!
- Poczekaj, nie wiem.. nie widze go.. A jest tam! Już rozpalili ognisko!
- Cały czas tam był? -zapytałaś nie pewnie.
- Nooo tak, nie dawno gadaliśmy. Czemu w ogóle masz jego telefon?
/ przerwało połączenie /
- Fuck! - Krzyknęłaś.
Chciałaś zadzwonić jeszcze raz, lecz nie było zasięgu..No przecież- jesteście gdzieś na odludziu a ty na dotatek kilka metrów pod ziemią. Nie ma szans by była choć jedna kreska.
Zdałaś sobie sprawe że to nie był Harry. Podeszłaś do tego kąta i poświeciłaś tam latarką. Było tam stare, małe biórko. A na nim duże sznyty od piłowania.
- Kto tu jest?! - powiedziałaś cieniutkim głosem.
Nikt sie nie odezwał.
- Hallo?!
ZNÓW CISZA.
Zacisnęłaś mocno pięści i pobiegłaś w strone wyjścia. Nie miałaś sił już biec po schodach, ale nie poddawałaś się. Myślałaś że coś Cie goni, że chce zrobić Tobie krzywde. Gdy dobiegłaś do drzwi, one zatrzasnęły się tobie przed nosem i odcieły dostęp do światła i innych. Zaczęlaś w nie walić, krzyczeć o pomoc, płakać. Odwrociłaś się nerwowo tyłem do drzwi. zamknęłaś oczy i policzyłaś do trzech. Jeden.. Dwa.. .. Trzy. Wtedy pchnęłaś sie lekko do tyłu ale drzwiczki dalej były zamknięte. Miałaś nadzieje że to tylko sen i dlatego policzyłaś do trzech, ale nie. Jesteś tu, zamknięta w piwnicy, sama. Latarka powoli gaśnie, coraz mniej widać zakurzonej piwniczki. Trzymałaś w ręku telefon Styles'a- nie wiadomo po co. Teraz zamknęłaś oczy i zaczęłaś płakać...
niedziela, 24 listopada 2013
A LIE ALWAYS COMES TO LIGHT - PART 3.
- Ii..? - zapytałaś.
- To jest moja niespodzianka! - Zrobił skoczną pozę.
Z twojej twarzy zeszedł uśmiech a pojawiło sie zmieszane uczucie.
- Too.? - zapytałaś.
- Tak, kupiłem dla nas tą farmę byśmy wkońcu mieszkali razem i nikt by nam nie przeszkadzał..
- Harry..
- Już nie chcesz ze mną mieszkać..? - zasmucił się..
- Chcę.. ale..
- Nie podoba sie jej ta stodoła.. - wtrąciła sie twoja przyjaciółka.
- Nie, nie o to chodzi.. - mówiłaś próbując to wyjaśnić.
- A o co?..
- A szkoła..? ty masz daleko do studia, ja do uczelni, a stąd jest prawie godzina jazdy do miasta.. - powiedziałaś.
- No to co..
Nagle do Harry'ego podbiegł Zayn i Louis zaciągając go do stodoły po drewno na ognisko. Do Ciebie znów podeszła przyjaciółka, chcąc byscie oberzały twój nowy dom.
Pare minut później..
- I co, nie jest tu aż tak źle.. - powedziała z uśmiechem Tori ( przyjaciółka )
- No tak.. Nieżle jest.. - odpowiedziałaś- A tam co jest?
- Taam..? Raczej piwnica. - odpowiedziała Tori.
Nagle usłyszałyście dźwięk telefonu. Sprawdziłyście swoje, lecz to nie one. Weszłyście do przedpokoju, dźwięk ten dochodził z kurtki Harry'ego. Tori powiedziała byś sprawdziła kto to.. posłuchałaś sie jej i wyjęłaś jego telefon. Na ekranie widniało " New Messaging (1) " otworzyłaś wiadomość i przeczytałaś jej niezadowalającą treść..
" Kochanie, zrób to! " - przeczytałas na głos.
Spojrzałaś na twoją przyjaciółkę z nie dowierzeniem i szklanymi oczami, mysląc że ma inną. Tori, wyrwała tobie ten telefon i sprawdziła nadawce tego sms-a, przeczytała : " Mom <3 "
Tori zaczęła rozmyślac o co może jej chodzić, ty milczałaś i chodziłaś w okół niej. Nagle przerwłaś jej namysły:
- Ona poprostu mnie nie nawidzi! - krzyknęłaś.
- Nienawidzi?? Pff..! Co ty wymyślasz...!
- Nic nie wymyślam! Dzis nawet do domu nie chciał mnie wpuścić..
- [ t.i] przestań.. może dlatego że są twoje urodziny...
- Tori.. nie.
Waszą rozmowę przerwał Niall zaciągając was na ognisko, które jeszcze nawet nie zostało rozpalone przez trudności jakie sprawiał Lou.
Schowałaś telefon Harry'ego do swojej kieszeni w spodniach i wyszłaś na zewnątrz. Tori przyłączyła się do pomocy w rozpalaniu ogniska, a ty w tym czasie chciałaś porozmawiać z Harry'm, lecz na podwórzu go nie było. Pomyślałaś że jest w domu, i znów się tam wróciłaś. Zaczęłaś sie rozglądać i szukać Styles'a, jednak i w domu go ne było. Wychodząc, zauważyłaś że drzwiczki od piwnicy są otwarte i stamtąd dochodziły jakieś hałasy.. pomyślałaś że tam jest Harry. Zaglądnęłaś zza drzwi jednak nic nie widziałaś tam prócz gołej, białej ściany. Wzięłaś latarkę z kuchennej szafki i powoli weszłaś na drugi stopień schodów do piwniczki.
- To jest moja niespodzianka! - Zrobił skoczną pozę.
Z twojej twarzy zeszedł uśmiech a pojawiło sie zmieszane uczucie.
- Too.? - zapytałaś.
- Tak, kupiłem dla nas tą farmę byśmy wkońcu mieszkali razem i nikt by nam nie przeszkadzał..
- Harry..
- Już nie chcesz ze mną mieszkać..? - zasmucił się..
- Chcę.. ale..
- Nie podoba sie jej ta stodoła.. - wtrąciła sie twoja przyjaciółka.
- Nie, nie o to chodzi.. - mówiłaś próbując to wyjaśnić.
- A o co?..
- A szkoła..? ty masz daleko do studia, ja do uczelni, a stąd jest prawie godzina jazdy do miasta.. - powiedziałaś.
- No to co..
Nagle do Harry'ego podbiegł Zayn i Louis zaciągając go do stodoły po drewno na ognisko. Do Ciebie znów podeszła przyjaciółka, chcąc byscie oberzały twój nowy dom.
Pare minut później..
- I co, nie jest tu aż tak źle.. - powedziała z uśmiechem Tori ( przyjaciółka )
- No tak.. Nieżle jest.. - odpowiedziałaś- A tam co jest?
- Taam..? Raczej piwnica. - odpowiedziała Tori.
Nagle usłyszałyście dźwięk telefonu. Sprawdziłyście swoje, lecz to nie one. Weszłyście do przedpokoju, dźwięk ten dochodził z kurtki Harry'ego. Tori powiedziała byś sprawdziła kto to.. posłuchałaś sie jej i wyjęłaś jego telefon. Na ekranie widniało " New Messaging (1) " otworzyłaś wiadomość i przeczytałaś jej niezadowalającą treść..
" Kochanie, zrób to! " - przeczytałas na głos.
Spojrzałaś na twoją przyjaciółkę z nie dowierzeniem i szklanymi oczami, mysląc że ma inną. Tori, wyrwała tobie ten telefon i sprawdziła nadawce tego sms-a, przeczytała : " Mom <3 "
Tori zaczęła rozmyślac o co może jej chodzić, ty milczałaś i chodziłaś w okół niej. Nagle przerwłaś jej namysły:
- Ona poprostu mnie nie nawidzi! - krzyknęłaś.
- Nienawidzi?? Pff..! Co ty wymyślasz...!
- Nic nie wymyślam! Dzis nawet do domu nie chciał mnie wpuścić..
- [ t.i] przestań.. może dlatego że są twoje urodziny...
- Tori.. nie.
Waszą rozmowę przerwał Niall zaciągając was na ognisko, które jeszcze nawet nie zostało rozpalone przez trudności jakie sprawiał Lou.
Schowałaś telefon Harry'ego do swojej kieszeni w spodniach i wyszłaś na zewnątrz. Tori przyłączyła się do pomocy w rozpalaniu ogniska, a ty w tym czasie chciałaś porozmawiać z Harry'm, lecz na podwórzu go nie było. Pomyślałaś że jest w domu, i znów się tam wróciłaś. Zaczęłaś sie rozglądać i szukać Styles'a, jednak i w domu go ne było. Wychodząc, zauważyłaś że drzwiczki od piwnicy są otwarte i stamtąd dochodziły jakieś hałasy.. pomyślałaś że tam jest Harry. Zaglądnęłaś zza drzwi jednak nic nie widziałaś tam prócz gołej, białej ściany. Wzięłaś latarkę z kuchennej szafki i powoli weszłaś na drugi stopień schodów do piwniczki.
sobota, 23 listopada 2013
A LIE ALWAYS COMES TO LIGHT - PART 2.
Po kwadransie, Przyszedł w końcu Harry. Po jego wyrazie twarzy było widać że jest czymś zdenerwowany.
- Eejj.. Co jest? Czemu siedzisz pod drzwiami? - zapytał i pomógł Tobie szybko wstać.
- Nie wiem, nie moge wejsc do domu.. a... a.. sąsiedzi nie chcą mi pomóc. - odpowiedziałaś próbując powstrzymać łzy.
- Spokojnie.. - wyciera twoje poliki- daj mi klucz.
Harry tak że trudził się z otworzeniem. Przyjrzał się zamkowi dokładnie i stwierdził że został on wymieniony.
- To są tylko takie żarty, prawda? Klucze, twoja mama.. Tak? - zapytałaś mając nadzieje że ten dzień jest zaplanowany tak.
Styles nic nie odpowiedział, spojrzał na Ciebie, wziął głęboki wdech i przytulił Cię.
- Chodź. Mam dla Ciebie niespodziankę. - powiedział z uśmiechem i splątał wasze dłonie.
- Harry, chcę się już położyć.. - powiedziałaś i oparłas się na jego ramieniu.
- Nie długo się położymy.. - opowiedział i zeszliście na dół.
Znów wsiedliście do samochodu. Tym razem wyjechaliście gdzieś za miasto. Harry powiedział że ta podróż może być trochę długa, bo jest to około godziny drogi.
Słońce już zaszło, i ochłodziło sie dosyć. Przez dłuższy czas nie odzywaliście sie do siebie, wkońcu zaczęłaś rozmowę:
- I co tam u mamy..? - zapytałaś.
Harry na to pytanie, strasznie zmienił swój wyraz twarzy. i po ciężkim westchnieniu odpowiedział:
- Nie wiem.. Dziś była wyjatkowo dziwna.. jak nigdy.. Inaczej ubrana, uczesana.. Ziernice miała prawie całe wypełnione.. Kazała mi wejść do piwnicy.. ale zaprowadziłem ją do sypialni i zostawiłem.. - powiedział.
Przez dłuższą chwilę patrzyłaś na Styles'a z niedowierzeniem.. Jego mama nigdy wobec was i w ogóle tak sie nie zachowywała.. ale zadłaś jeszcze jedno pytanie.. :
- A, mówiła coś o mnie?
..
- Prosze, możemy zmienić temat?! - powiedział zdenerwowany.
- Harry! Chce wiedzieć co sie dzieje! Prosze odpowiedz mi..!
- Yyyhh. Tak. Mówiła.. mogę wreście sie skupić na prowadzeniu?! - prawie że teraz krzyknął.
Spojrzałaś na niego ze smutkiem, zacisnęłaś wargi, i odwróciłaś się w stronę szyby.
- [ t.i ] .. przepraszam.. - powiedział i złapał cie za kolano.. - Porozmawiamy jak dojedziemy..
Nie odpowiedziałaś nic.. nawet sie nie odwróciłaś, nie spojrzałaś. Zabrałaś nogi i skuliłaś sie na fotelu.
Harry przystanął gdzieś w środku lasu. Wysiadł z samochodu i wziął Cię na ręce.
- Harry!? Co ty robisz? - powiedziłaś wystraszona.
- Zaaabije Cieee.. - powiedział ciężkim głosem i ruszył w głąb lasu.
Wystraszyłaś się , teraz stałas się łatwowierna przez dzisiejsze sytuacje.. zaczęłaś sie wyrywać i krzyczeć, Styles mocno trzymał Cie w ramionach, zaczęłaś płakać i prosiłaś by cie wypuścił..
Niedaleko było widać już nie wielki, biały dom. Kierowaliście sie tam. Wokół domu było wielkie zaśmiecone podwórze, w rogu stara szopa, a naprzeciwko stodoła. Za pare długich minut Harry otworzył nogą stare, wielkie, białe drzwi. weszliście do ciemego mieszkania, Styles skierował was do jednego z pomieszczeń i rzucił cię na wielkie, dębowe i wygodne łóźko.
- Nie zabijaj mnie...- powiedziałaś po cichu..
- Hahahahahahaha!! - Harry wybuchnął śmiechem. - Przecież żartowałem!
Zapaliło sie światło, przez drzwi i okna do tego pomieszczenia zaczeli schodzić się ludzie krzyczącz " Happy Birthday [t.i] ! "
Siedziałas przez chwile na łózku, nie wiedząc co sie dzieje.. nagle gdy zdałas sobie sprawe że sa to wkoncu twoje urodziny i rzuciłaś się na Harry'ego.
- Wystraszyłeś mnie debilu! - szepnęłaś jemu do ucha.
- Nie chciałem.. - odpowiedział wesoło. - Choć.. chcę Ci coś pokazać - powiedział ze szczerym uśmiechem i znów wziął Cie za ręke i zaprowadził przed drewniany dom...
- Eejj.. Co jest? Czemu siedzisz pod drzwiami? - zapytał i pomógł Tobie szybko wstać.
- Nie wiem, nie moge wejsc do domu.. a... a.. sąsiedzi nie chcą mi pomóc. - odpowiedziałaś próbując powstrzymać łzy.
- Spokojnie.. - wyciera twoje poliki- daj mi klucz.
Harry tak że trudził się z otworzeniem. Przyjrzał się zamkowi dokładnie i stwierdził że został on wymieniony.
- To są tylko takie żarty, prawda? Klucze, twoja mama.. Tak? - zapytałaś mając nadzieje że ten dzień jest zaplanowany tak.
Styles nic nie odpowiedział, spojrzał na Ciebie, wziął głęboki wdech i przytulił Cię.
- Chodź. Mam dla Ciebie niespodziankę. - powiedział z uśmiechem i splątał wasze dłonie.
- Harry, chcę się już położyć.. - powiedziałaś i oparłas się na jego ramieniu.
- Nie długo się położymy.. - opowiedział i zeszliście na dół.
Znów wsiedliście do samochodu. Tym razem wyjechaliście gdzieś za miasto. Harry powiedział że ta podróż może być trochę długa, bo jest to około godziny drogi.
Słońce już zaszło, i ochłodziło sie dosyć. Przez dłuższy czas nie odzywaliście sie do siebie, wkońcu zaczęłaś rozmowę:
- I co tam u mamy..? - zapytałaś.
Harry na to pytanie, strasznie zmienił swój wyraz twarzy. i po ciężkim westchnieniu odpowiedział:
- Nie wiem.. Dziś była wyjatkowo dziwna.. jak nigdy.. Inaczej ubrana, uczesana.. Ziernice miała prawie całe wypełnione.. Kazała mi wejść do piwnicy.. ale zaprowadziłem ją do sypialni i zostawiłem.. - powiedział.
Przez dłuższą chwilę patrzyłaś na Styles'a z niedowierzeniem.. Jego mama nigdy wobec was i w ogóle tak sie nie zachowywała.. ale zadłaś jeszcze jedno pytanie.. :
- A, mówiła coś o mnie?
..
- Prosze, możemy zmienić temat?! - powiedział zdenerwowany.
- Harry! Chce wiedzieć co sie dzieje! Prosze odpowiedz mi..!
- Yyyhh. Tak. Mówiła.. mogę wreście sie skupić na prowadzeniu?! - prawie że teraz krzyknął.
Spojrzałaś na niego ze smutkiem, zacisnęłaś wargi, i odwróciłaś się w stronę szyby.
- [ t.i ] .. przepraszam.. - powiedział i złapał cie za kolano.. - Porozmawiamy jak dojedziemy..
Nie odpowiedziałaś nic.. nawet sie nie odwróciłaś, nie spojrzałaś. Zabrałaś nogi i skuliłaś sie na fotelu.
Harry przystanął gdzieś w środku lasu. Wysiadł z samochodu i wziął Cię na ręce.
- Harry!? Co ty robisz? - powiedziłaś wystraszona.
- Zaaabije Cieee.. - powiedział ciężkim głosem i ruszył w głąb lasu.
Wystraszyłaś się , teraz stałas się łatwowierna przez dzisiejsze sytuacje.. zaczęłaś sie wyrywać i krzyczeć, Styles mocno trzymał Cie w ramionach, zaczęłaś płakać i prosiłaś by cie wypuścił..
Niedaleko było widać już nie wielki, biały dom. Kierowaliście sie tam. Wokół domu było wielkie zaśmiecone podwórze, w rogu stara szopa, a naprzeciwko stodoła. Za pare długich minut Harry otworzył nogą stare, wielkie, białe drzwi. weszliście do ciemego mieszkania, Styles skierował was do jednego z pomieszczeń i rzucił cię na wielkie, dębowe i wygodne łóźko.
- Nie zabijaj mnie...- powiedziałaś po cichu..
- Hahahahahahaha!! - Harry wybuchnął śmiechem. - Przecież żartowałem!
Zapaliło sie światło, przez drzwi i okna do tego pomieszczenia zaczeli schodzić się ludzie krzyczącz " Happy Birthday [t.i] ! "
Siedziałas przez chwile na łózku, nie wiedząc co sie dzieje.. nagle gdy zdałas sobie sprawe że sa to wkoncu twoje urodziny i rzuciłaś się na Harry'ego.
- Wystraszyłeś mnie debilu! - szepnęłaś jemu do ucha.
- Nie chciałem.. - odpowiedział wesoło. - Choć.. chcę Ci coś pokazać - powiedział ze szczerym uśmiechem i znów wziął Cie za ręke i zaprowadził przed drewniany dom...
A LIE ALWAYS COMES TO LIGHT - PART 1.
Dziś był dzień twoich urodzin, a tak że zakończenie semestru. Czekałaś w szkolnym holu na Harry'ego, ponieważ obiecał że po Ciebie przyjedzie. Mijały minuty czwartej popołudniu, a on dalej sięnie zjawiał. Wyszłaś przed uczelnie chcąc złapać wkońcu oddech normalnego powietrza. W tym czasie pod szkołą stawił sie Styles . Wyszedł z auta, objął cie mocno i szepnął do ucha HAPPY BIRTHDAY.
- Too.. co dziś robimy? - zapytałaś.
- Aa.. zobaczysz. Zaplanowałem dla nas cały dzień! - powiedzial z uśmiechem do Ciebie.
Pojechaliście najpierw do domu mamy Styles'a. Jednak jej tam nie było, tak jak by nagle zniknęła.. Harry rozejrzał sie po domu. Jedno co go ździwiło, to było to że w domu wszystkie urządzenia chodziły jakby ktoś ich używał, światła zapalone, a mamy brak. Zmartwiony Styles napisał karteczkę na kuchennym blacie " Mamo! Byliśmy u Ciebie, lecz Ciebie nie było... musimy już jechać, zadzwoń gdy to przeczytasz! - Harry xx ". Skierowaliście sie do wyjścia. Już Loczek otwierał tobie drzwi do auta, a tu nagle zadzwonił jego telefon z zastrzeżonego numeru:
- Tak? - powiedział odbierając.
-Synkuu..! No jak to mnie nie ma.. No szybko wracaj!
- ale byłem przed chwilą..
/ przerwano rozmowe /
- Harry , co sie stało? - zapytałaś wychylając się z auta.
- Too.. mama dzwoniła.. - odpowiedział.
- I.. ?
- Karze wracać... - powiedział zdziwony.
- Ee..?
- No chodź. - złąpał Cie za ręke i wyciągnął z auta.
Wchodząc po schodkach i zbliżając sie do drzwi wejściowych, mama Harry'ego wychyliła zza nich głowę.
- Kochanie.. kazałam tylko Tobie przyjść.. - rzekła dziwnie mama.
- Coo..? Przecież wiesz że jestem z [ t.i ] .. - powiedział zdezorientowany.
- Dobrze za chwile pójdę.. - powiedzałaś ździwona i wzięłaś Harrego na strone.
...
- [ t.i ] nie wiem o co chodzi.. - powiedział.
- Dobra nie ważne. Jade do domu. - powiedziałaś.
- Nie wchodzisz ze mną! - powiedział stanowczo Styles.
- Harry. Widocznie odwidziałam sie twojej mamie. Naprawde, nie chce psuć niczego.
Harry wziął Cię za ręke i wchodząc do domu jego mamy powiedział - Wchodzimy - Lecz wyrwałaś sie w samym progu i powiedziałas spokojnie :
- Idź sam. Potem sie spotkamy.
- Yyyhh.. No dobrze. - odpowiedział, do ręki wręczył Ci jego kluczyki i pocałował Cię w policzek.
Wsiadłaś i pojechałaś do domu. Weszłaś do twojej klatki na 4 piętro, gdzie znajdywało sie twoje mieszkanie. wyjęłaś pęk kluczy, wybrałaś ten od drzwi, włożyłaś do zamka ale nie mogłaś go przekręcić...
- Co jest?! - powiedziałaś zdenerwowana, i nerwowo przekrecałaś klucz.
- Hallo! prosze Pana! Może mi pan pomóc?! Nie mogę otworzyć drzwi..!- Zaczepiłaś sąsiada i prosiłaś o pomoc juz ze łzami w oczach.
Jednak starszy pan przeszedł obok Ciebie obojętnie, spojrzał się tylko głupio i dalej wchodził po schodach.
Uderzyłaś mocno w drzwi. I zła z płaczem ześlizgnęłaś sie po drzwiach na płytki.
- Too.. co dziś robimy? - zapytałaś.
- Aa.. zobaczysz. Zaplanowałem dla nas cały dzień! - powiedzial z uśmiechem do Ciebie.
Pojechaliście najpierw do domu mamy Styles'a. Jednak jej tam nie było, tak jak by nagle zniknęła.. Harry rozejrzał sie po domu. Jedno co go ździwiło, to było to że w domu wszystkie urządzenia chodziły jakby ktoś ich używał, światła zapalone, a mamy brak. Zmartwiony Styles napisał karteczkę na kuchennym blacie " Mamo! Byliśmy u Ciebie, lecz Ciebie nie było... musimy już jechać, zadzwoń gdy to przeczytasz! - Harry xx ". Skierowaliście sie do wyjścia. Już Loczek otwierał tobie drzwi do auta, a tu nagle zadzwonił jego telefon z zastrzeżonego numeru:
- Tak? - powiedział odbierając.
-Synkuu..! No jak to mnie nie ma.. No szybko wracaj!
- ale byłem przed chwilą..
/ przerwano rozmowe /
- Harry , co sie stało? - zapytałaś wychylając się z auta.
- Too.. mama dzwoniła.. - odpowiedział.
- I.. ?
- Karze wracać... - powiedział zdziwony.
- Ee..?
- No chodź. - złąpał Cie za ręke i wyciągnął z auta.
Wchodząc po schodkach i zbliżając sie do drzwi wejściowych, mama Harry'ego wychyliła zza nich głowę.
- Kochanie.. kazałam tylko Tobie przyjść.. - rzekła dziwnie mama.
- Coo..? Przecież wiesz że jestem z [ t.i ] .. - powiedział zdezorientowany.
- Dobrze za chwile pójdę.. - powiedzałaś ździwona i wzięłaś Harrego na strone.
...
- [ t.i ] nie wiem o co chodzi.. - powiedział.
- Dobra nie ważne. Jade do domu. - powiedziałaś.
- Nie wchodzisz ze mną! - powiedział stanowczo Styles.
- Harry. Widocznie odwidziałam sie twojej mamie. Naprawde, nie chce psuć niczego.
Harry wziął Cię za ręke i wchodząc do domu jego mamy powiedział - Wchodzimy - Lecz wyrwałaś sie w samym progu i powiedziałas spokojnie :
- Idź sam. Potem sie spotkamy.
- Yyyhh.. No dobrze. - odpowiedział, do ręki wręczył Ci jego kluczyki i pocałował Cię w policzek.
Wsiadłaś i pojechałaś do domu. Weszłaś do twojej klatki na 4 piętro, gdzie znajdywało sie twoje mieszkanie. wyjęłaś pęk kluczy, wybrałaś ten od drzwi, włożyłaś do zamka ale nie mogłaś go przekręcić...
- Co jest?! - powiedziałaś zdenerwowana, i nerwowo przekrecałaś klucz.
- Hallo! prosze Pana! Może mi pan pomóc?! Nie mogę otworzyć drzwi..!- Zaczepiłaś sąsiada i prosiłaś o pomoc juz ze łzami w oczach.
Jednak starszy pan przeszedł obok Ciebie obojętnie, spojrzał się tylko głupio i dalej wchodził po schodach.
Uderzyłaś mocno w drzwi. I zła z płaczem ześlizgnęłaś sie po drzwiach na płytki.
Subskrybuj:
Posty (Atom)







.jpg)


.png)

.jpg)






.jpg)




