Ja przestałam wierzyć już w cokolwiek.
Od kiedy zaczęło się to wszystko rujnować.
Straciłam nadzieje we wszystko.
Jedynym wsparciem był on.
Ale z biegiem czasu, tak że zapomniał o nas.
Kariera była ważniejsza od rodziny.
Ale chcę by był szczęśliwy.
Jak żyć z kimś kto w ogóle nie ma poczucia szczęścia?
Chcę to przetrwać.
Wierze, że pewnego dnia powróci do nas i powie jak mocno nas kocha.
Powtarzał mi, że mam się niczym nie przejmować.
Ale on nie wyobraża sobie nawet jakie to trudne.
Ma wszystko czego chce... przyjaciół, eksluzywne życie... rodzinę.
Ale boje się ze go stracę, stracimy my go obie.
Nie chcę tego.
Nie chcę by świat Celebrytów wciągnął go całkiem.
Jestem ogromnie dumna z jego sukcesów.
Ale chcę by chociaż raz przyszedł spokojny, nie zmęczony do domu.
Choć byśmy spędzili tą godzinę razem.
Brakuje mi tego.
Tych chwil, miłości.
Codziennie stoję w oknie i wypatruje jego powrót.
Nie mogę nawet pozwolić na to bym zwątpiła.
Jest moim mężem, miłością. Będę go wspierać.
Choć tak źle mi z tym.
Nie poddam się.
Codziennie powtarzałam sobie te słowa.
Lecz nic to nie dawało.
Dalej było jak samo.
Teraz Niall przygotowywał się z chłopakami na koncerty po Wielkiej Brytanii.
Ten ważny czas w roku, musiałabym spędzić sama.
Nadeszła wigilia.
Jedyny taki dzień w roku.
Mała Sally siedziała smutna na oknie.
- Kochanie, o się stało? - zapytałam.
- Nic. Czekam na tatusia. - odparła z uśmiechem.
Odwróciłam się i zacisnęłam pięści, by nie zobaczyła moich łez.
Wróciłam do przygotowywania potraw.
Sally wyszła na podwórko pobawić się.
Lecz dochodziła osiemnasta, było już ciemno, a ona nie wracała.
Zdenerwowana wybiegłam na podwórko.
Nigdzie jej nie było.
Zaczęłam ją wołać i płakać.
Wybiegłam na ulicę
W dali zobaczyłam dwie postacie.
Podbiegłam tam.
Złapałam mężczyznę za ramię.
Odwróciwszy się, nie mogłam uwierzyć.
- Niall! - Krzyknęłam i przytuliłam go mocno.
- Przepraszam że nie dawałem znaku życia. - wyszeptał.
- Pacz mamusiu! Mówiłam że znajdę tatusia! - mówiła ciągnąc mnie za szalik.
Wróciliśmy do domu.
Od środka rozrywało mnie szczęście.
To był najwspanialszy dzień, widząc moje dwie najważniejsze osoby w moim życiu, przy świątecznym stole.
Z radości popłakałam się.
Niall obiecał mi, że od dziś wszystko zmieni. Nie będzie tak jak wcześniej. Nie pozwoli by te myśli krążyły po mojej głowie.
Córka była tak szczęśliwa jak nigdy, skakała w okół nas i śpiewała kolędy.
Po kolacji, zaczął padać gruby śnieg.
Wyszliśmy na wigilijny spacer.
Było przepięknie. Kolorowe światełka, przepiękne uliczki. Szczęśliwe rodziny.
Zrozumiałam że miłość jest najważniejsza.
Nie ważne jak daleko się jest.
Ważne że trwa i nie zapomina się o niej.
WESOŁYCH ŚWIĄT! <3
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz