środa, 29 stycznia 2014

ZAYN & ALICE - PART 2

Tydzień później: 

Nastolatka jeszcze przesypiała sobotni poranek. Gdy nagle obudziły ją dochodzące z dołu dzwonienie do drzwi. Bardzo niechętnie wstała z łóżka i powolnym krokiem ruszyła w stronę drzwi.

- Dzień Dobry! Czy to dom Pani Anny... 
- Tak. - przerwałam mężczyźnie nie otwierając jeszcze zaspanych oczu.
- Mam uczyć jej córkę muzyki, a raczej wrażania uczuć...
- Co?! – natychmiast się obudziłam a przed sobą ujrzałam wysokiego, przystojnego, uśmiechającego się, młodego Mulata.

- Coś się stało? - zapytał Mulat przytrzymując mnie za ramię.
- Nie, nie... ty jesteś...
- Aa no tak! Nie przedstawiłem się! Jestem Zayn Malik, a ty musisz być...? 
- Alice Morgan. - odpowiedziałam z uśmiechem. 
- Czyli to ty będziesz moją uczennicą? - Odpowiedział tym samym gestem. 
- Tak ja.. Ojej! Przepraszam! Tak trzymam Cię tu na progu! Prosze Wejdź! 
Od razu spodobał mi się ten chłopak. Czułam że nie jest on jak każdy inny. Jest miły, uprzejmy. Pierwsze wrażenie przecież najważniejsze. Usiedliśmy więc w salonie. Przygotowałam nowemu znajomemu a raczej nauczycielowi herbatę i usiadłam w skórzanym fotelu.
- Więc Alice, dlaczego chciałabyś wyrażać uczucia poprzez muzykę? - Zapytał.
- Najchętniej wcale bym nic nie wyrażała. Moja nauczycielka, twierdzi że jestem zamknięta w sobie, przez co nauka wcale mi nie wchodzi. Ale ona nie zna mojej przeszłości więc nie może od razu stawiać takich tez. Kazała mojej mamie załatwić właśnie te zajęcia muzyczne.. 
- Aa.. rozumiem. Czyli nie chciałabyś spróbować? Oczywiście nic na siłe... - mówił.
- Nie. Znaczy... nie wiem.. Ale zawsze warto spróbować. - odparłam z uśmiechem. - Tylko ja w tej dziedzinie nie potrafie nic. Skrzecze jak kura pazurem, a o instrumentach nie wspomne. - powiedziałam. 
- Haha! Spokojnie.. od tego się zaczyna. - powiedział sympatycznie. 
* Uśmiechnęłam się * 
- Przepraszam w ogóle że przyjechałem tak bez zapowiedzi i jeszcze rano, widze że obudziłem Cię...
- Ahh! No tak przepraszam za tą piżamę, jeszcze nie rozpakowałam się do końca i szlafroka nie mogę znaleść. Ale nic nie szkodzi. Mama nie lubi jak tak długo śpię. 
- Haha dobrze, dobrze. Ja tylko tak na rozmowę krótką by poznać Cię i ustalić daty lekcji. - powiedział odkładając kubek herbaty.
- To teraz nie jest lekcja? - zapytałam.
- Nie nie.. nie będę marnował Tobie soboty, pewnie masz wiele ciekawszych zajęć..
- Nie wydaje mi się by siedzenie przed telewizorem czy samej w pokoju było ciekawym zajęciem.. - odpowiedziałam wesoło.
- Ale zawsze coś. - uśmiechnął się szczerze. - No dobrze... Wtorki o 18 i w takim razie Soboty o 16 pasowałyby zajęcia? - zapytał.
- Jak najbardziej! - Odpowiedziałam.
- No dobrze. Dziękuje za herbatę, ja już będę się zbierał. - Powiedział wstając z sofy. 
- Dobrze odprowadzę Cię do drzwi.
...
- Miło było Cię poznać Alice. - Powiedział wesoło.
- Nawzajem. - odpowiedziałam z uśmiechem.
- Do do zobaczenia we Wtorek!
- Do Wtorku!
...
- O-mój-bo-że! - Powiedzialam sama do siebie, ześlizgując sie z dębowych drzwi i uśmiechając się sama do siebie.

Poniedziałek 07:02 PM:

- Chryste! Dzieciaku skup się! - krzyczała na mnie nauczycielka.
- Nie nauczy mnie tego Pani! Nie potrafie! - powiedziałam rzucając ksiązką od matematyki. 
- Nie, nie mam siły.. Idź! Dolej mi kawy. - rozkazała.
- Dobra. - mruknęłam pod nosem i ruszyłam do kuchni.

Podczas zagrzewania kawy, na myśl przyszedł mi jeden niegrzeczny pomysł. Pobiegłam do szafki z lekami i cicho wzięłam biały flakonik z napisem "Lek Na Przeczyszczenie". Dyskretnie wsypałam małą zawartośc flakoniku do napoju kobiety i energicznie zamieszałam. Po pięciu minutach kobieta wybiegła w podskokach z mojego domu potrącając przy tym moich rodziców w przejściu.
- Ma Cie już dość? - zapytała ździwiona mama.
- Nie. Brzuch ją zabolał. - Oznajmiłam.

Wtorek 17:52 PM: 

- Jeeezu?! Czego znowu?! - warknęłam, wyślizgując sie z mojego łóżka, słysząc dzwonienie do drzwi.
...
- Tak? - otworzyłam drzwi znów nie otwierając przy tym oczu.

- Witaj Alice. Gotowa na lekcje muzyki? - usłyszałam znany już mi głos.
- Pan Malik! - krzyknęłam i natychmiast obudziłam się. - prosze wejdź! 
- Czy znowu obudziłem? - zapytał wieszając swoją kurtkę.
- Yy.. nie nie. Po prostu nie miałam dzisiaj lekcji i odreagowywałam stres po wczoraj.. - powiedziałam.
- Aa tak słyszałem... Panna May ma podobno grypę żołądkową czy coś. - powiedział.
- Ups. - szepnęłam pod nosem.
- To co więc, zasiadaj do pianina! - oznajmił.
...
- Z czym kojarzy Ci się ten dzwięk? - zapytał po zagraniu akordu a-moll.

- Z pianinem? - Odpowiedziałam.
- Haha.. ale użyj wyobraźni. - Poprosił powtarzając akord. - Zamknij oczy, skup się i wyobrażaj sobie cokolwiek.
- No nie wiem... z lasem. - powiedziałam po chwili.

- Dobrze. A ten?- Zapytał wykonując akord d-moll.
- Yy... Z bólem.
- Jakim bólem?
- Takim, co codziennie czułam w szkole.
- A teraz? - zapytał.
- Z ludźmi.
- Teraz?
- Przemoc.
- Teraz? 
- Mną...
- A to..?
- Przepraszam. Możemy przerwać na chwilę? - powiedziałam wstając z krzesła.
- Tak... oczywiście..

Zerwałam się nagle i odstąpiłam od pianina. Nigdy nie zdawałam sobie sprawy, że taka rzecz potrafi ze mnie tyle wydusić. Było mi z tym głupio. Nagle wszystkie poprzednie wspomnienia wrociły, a ja znów poczułam się jak wtedy..

" ... Zayn nie powtórzył już potem tego ćwiczenia. Uznał że dzisiejsza lekcja była dość wyczerpująca. Natomiast nie opuścił od razu mojego domu. Został ze mną jeszcze przez jakieś dwie godziny. Te dwie godziny były wypełnione żywą rozmową. W końcu wyrzuciłam z siebie wszystko co cisnęło mi się na sercu. W końcu Zayn mnie prawie nie zna i dobrze zrozumiał moją sytuację. Tak jak myślałam. Jest on wspaniałym, uczuciowym człowiekiem. Potrafi porozmawiać, pocieszyć. Myślę że polubie to miasto. Postaram się zmienić i jak najwięcej wyciągnąc z tych lekcji.  
Tęsknie i Kocham. Alice. 9th October 2012 "

niedziela, 26 stycznia 2014

ZAYN & ALICE - PART 1

Cześć, cześć.
Niestety A Lie Always Comes To Light nie będzie już kontynuowane. Powód? Niestety popsuł mi sie telefon gdzie było tam kilka kolejnych napisanych części. A z głowy niestety ich nie przywróce.. 
Teraz będę pisać opowiadanie o Zaynie, które dodaje na stronkę, będe tu umieszczać każde części troszke urozmaicone obrazkami .  Miłego czytania. :) 


" Drogi przyjacielu,                                                                                         14th September 2012

Od twojego odejścia odzywam się po raz pierwszy do Ciebie. Nie przyznam że było łatwo. Bez Ciebie szkoła i całe moje życie stało się jednym wielkim koszmarem. Każdy powtarza mi, że nic się nie zmieniłam po powrocie z wakacji. Ale to nie prawda. Ogromnie się zmieniłam. Nie jestem już taka  jak za tych poprzednich kiku miesięcy. Jestem rozdarta od środka. Zagubiona. Lecz staram sie tego nie okazywać przed rodzicami. Ojciec myślał już, że kompletnie zwariowałam. Gdyby nie mama, wtrafiłabym do domu smutnych ludzi. Starałam się tak bardzo. Ale to koniec i nic nie ma już znaczenia. Spróbuje zacząć od nowa, lecz nie obiecuje." 


                                                                     Alice. "

Po zamknięciu koperty, Alice spojrzała przez okno na księżyc w pełni. Pomyślała o przyjacielu do którego właśnie pisała. Podparła się łokciami o parapet i położyła swoją głowę na dłoniach, po czym zamknęła oczy.

6:30 AM:

- I kolejny dzień do przeżycia... - pomyślałam jeszcze nie wyjmując głowy spod białej pościeli.
Wyciągjąc jedynie rękę, wyłączyłam piszczący budzik. Z dołu było czuć już poranne naleśniki mojej mamy i codzienne kłótnie młodszych braci bliźniaków. Próbując zignorować wszystko, postanowiłam zasnąć jeszcze raz, tym bardziej wtulając sie w kołdrę. 
- No już kochanie, wstawaj i biegiem na śniadanie. - Usłyszałam miły głos Roberta, mojego taty, który właśnie schodził na dół.
- Już idee.. - powiedziałam leniwo.
Za chwile poczułam jak ktoś chwyta mnie za nogi i tułów i podnosi do góry. Tak właśnie tata przymusem zanosi mnie na dół w pościeli.
...
- Tato! tato! Czemu ty ją ciagle nosisz!? - krzyknął Brian,  który grzebał czerwoną kredką w nosie.
- Tato! Tato! Ja też tak chcę! - Dyskutował drugi bliźniak Ryan, który wspinał się właśnie na biblioteczkę.
- Ja Was za to zanoszę do łóżka, gdy usypiacie przed telewizorem. - Oznajmił.
Nastepnie Robert posadził mnie na barowym krześle i zabrał moją pościel. Mój codzienny wygląd odstraszał braci, z czego zawsze byłam zadowolona, gdy widziałam ich miny. Ukochana mama podeszła do mnie i przytuliła mnie mocno, specjalnie też by przylizać moje sterczące włosy. Po śniadaniu została jeszcze godzina to zaczęcia lekcji w szkole. Spokojnie poszłam na górę i leniwie zaczęłam przegladać rzeczy w mojej szafie. Tak wyglądają codziennie moje poranki. Wychodząc gotowa z pokoju, zauważyłam kopertę którą wczoraj zostawiłam na biurku. Wślizgnęłam ją do torby i z komody zabrałam zapalniczkę.  


5:45 PM:

Wbiegłam zrozpaczona do domu. Torbę z książkami zgubiłam gdzieś przed domem. Z hukiem zatrzasnęłam drzwi i z płaczem  pobiegłam do mojego pokoju. Skryłam się w najbezpieczniejszym dla mnie miejscu - łóżku. Za chwilę usłyszałam głos mojej zatroszczonej mamy, która właśnie wbiegała za mną po schodach.
- Kochanie... - powiedziała cicho i zapukała w drewniane drzwi.
- Odejdź! - krzyknęłam.
- Ali, kochanie prosze otwórz.. co sie stało? Chcę Ci pomóc! - mówiła.
- Nie rozumiesz kurwa!? Odejdź! - wydarłam się.
Po chwili ciszy dotarło do mnie że skrzywdziłam ją niepotrzebnymi słowami. Nie chciałam krzywdzić ludzi, tak jak oni krzywdzili mnie. 
- Mamo! .. Przepraszam! - Wybiegłam i zobaczyłam płaczącą mamę siedzącą przy kremowej ścianie. - Proszę nie płacz, przepraszam! Nie chciałam! - Mówiłam i płakałam razem z nią.
- Chcę tylko z Tobą porozmawiać, pomóc Ci... Nie chce by twój tata dopiął swojej obietnicy! - Mówiła ocierając łzy.


" Kochany przyjacielu,                                                                                       28th September 2012

Minęło dwa tygodnie od pierwszego mojego listu... Przepraszam, ale to był kolejny trudny okres dla mnie. Szkoła stała się piekłem, a ja tą nieszczęsną ofiarą. Przez to uraziłam uczucia mamy. Gdy ojciec zobaczył jak obie płaczemy, od razu rzucił się do mnie. Znałeś go ze strony agresji, był człowiekiem bez hamulców... Mimo to jest troskliwym, kochającym tatą, co go to usprawiedliwia. Tydzień temu, mama wraz z tatą postanowili byśmy przenieśli się do Londynu. Rzuciłam szkołe, wagarowałam, dobrze zaczęli dostrzegać mój zmieniający sie stan. Od teraz nie będe chodzić do szkoły. Zajęcia będzie mi udzielać jakaś kobieta idywidualnie w domu. W sumie nawet z tego nie jestem szczęśliwa. Większe miasto, więcej problemów, gorszy stan...  Nie wiem jak to będzie.

                                                                                     Alice. " 

- Czemu nie urządzasz swojego pokoju? – zapytała mama wchodząc bez pukania.
- Nie potrzebuje wyaranżowanego pokoju. -  powiedziałam szybko chowając przed chwilą skończony list.
- Alice...  już tydzień mieszkamy tu, a ty dalej nic a nic się nie zmieniłaś..
- Może już taka jestem.. – rzuciłam obojętnie.
- Nie taką córke wychowałam. – oznajmia zasmucona wychodząc z mojego pokoju.
Pierwszy dzień nauki indywidualnej wypadł okropnie.  Nauczycielka kazała mamie zapisać mnie na lekcje muzyki, bym w taki sposób potrafiła wyrazić swoje uczucia. Od razu pomyślałam co za idiotyzm. Oczywiście. Mama posłuchała dziwacznej kobiety i  umówiła mnie z jakimś znanym muzykiem. Wszystko wyśmiałam zaraz po tym jak nauczycielka  przekroczyła próg naszego domu po zajęciach. 

Tydzień później: 

Nastolatka jeszcze przesypiała sobotni poranek. Gdy nagle obudziły ją dochodzące z dołu dzwonienie do drzwi. Bardzo niechętnie wstała z łóżka i powolnym krokiem ruszyła w stronę drzwi.

- Dzień Dobry! Czy to dom Pani Anny... 
- Tak. - przerwałam mężczyźnie nie otwierając jeszcze zaspanych oczu.
- Mam uczyć jej córkę muzyki, a raczej wrażania uczuć...
- Co?! – natychmiast się obudziłam a przed sobą ujrzałam wysokiego, przystojnego, uśmiechającego się, młodego Mulata. 



niedziela, 5 stycznia 2014

A LIE ALWAYS COMES TO LIGHT 2 - PART 4.

Nie wiedziałam co mam ze sobą w tej chwili zrobić.
Adresatem tego listu nie był Rob. 
Wiedziałam dobrze kto.
Zdenerwowana zaczęłam kręcić sie po domu. 
Nie wiedząc co zrobić, co powiedzieć. 
Nienawidziłam go. A on proponuje teraz mi spotkanie... 
Zrzuciłam wszystko i poszłam pod prysznic.
Tam dalej ta myśl nękała moją głowę. 
Prawde mówiąc, gdzieś głęboko w sercu dalej go kochałam. Intuicja kazała mi tam iść. 
Nie śpieszno wysuszyłam się i ubrałam. 
- Trzeba zająć się Tori, a ja wychodze...  Skandal! - wzdychałam wiążąc koka. 
Mając jeszcze chwile czasu, posiedziałam z przyjaciółką w sypialni. Nie do końca wytrzeźwiała jeszcze, więc postanowiłam nic nie mówić.
Po kwadransie zeszłam na dół. 
Już zza szklanych drzwi klatki schodowej dostrzegłam jego przed budynkiem.
Siedział na swoim motocyklu. Jego wyraz twarzy był zdenerwowany i zarówno poważny. 
Nic sie nie zmienił. Dalej był tak przystojny jak nikt inny.
Oparłam się o ścianę, wykonując kilka głębokich wdechów. Zmieszane uczucia postanowiłam zakryć stanowczą maską. Po chwili ruszyłam w jego stronę. 
- Co ja mam mu powiedzieć?! - Myślałam przemierzając ścieżkę. Lecz gdy skierował wzrok na mnie, nic już nie myślałam tylko szłam przed siebie.
- Witaj. - powiedział sucho.
- Czego chcesz?! - warknęłam krzyżując ręce.
- Porozmawiać. - odpowiedział schodząc z motocyklu.
- To, to ja wiem. - rzuciłam obojętnie i zrobiłam krok w tył.
- Yh... no dobrze... - westchnął. - Chce porozmawiać o tamtejszym dniu.
- Ale ja nie chcę. - oznajmiłam i odwróciłam się chcąc zawrócić do domu.
- Prosze! To dla mnie ważne! - chwycił mnie za rękę, a jego mina była jak by był dzieckiem, któremu wyłączono bajke.
 - Nawet nie wiesz jak mi z tym ciężko! - krzyknęłam. - Teraz też będziesz mnie okłamywał?! 
- Na prawde nie będę.. - powiedział cicho puszczając mnie.
Harry nie wyglądał za dobrze. Był jakiś słaby, ponury. Jego szklane oczy nie były już tym żywym, zielonym kolorem, tylko jakieś jasne, wyblakłe, opadnięte. 
Gdy spojrzałam na niego, zrobiło mi się jego żal. Widać było, że mówi prawdę i bardzo jemu na tej rozmowie zależy. Po chwili zastanowienia, zgodziłam się.
Harry nie chciał tu rozmawiać, zabrał mnie do naszej ulubionej cukierni na drugim końcu miasta.
- Więc... - próbowałam powiedzieć obojętnie, lecz zbytnio nie wyszło. Od środka czułam się rozdzierana na kawałki. Chciałam w końcu odpuścić i wylać swoje wszystkie łzy, przedewszystkim chciałam by było jak dawniej.
- Wtedy co opowiadałem Tobie... nie powiedziałem Ci jednego... - Długo próbował składać słowa.
- ... 
- Juliet... ona nie była sobą. Od lat walczyła z chorobą, która nią zawładnęła... walczyliśmy razem... 
- Harry! Ja nie chce tego słuchać! Nie potrzebuje tego! Wystarczająco wiem! Powiedziałam - to koniec. Koniec z wszystkim! - mówiłam nerwowo.
- Właśnie że potrzebujesz! Miała schizofremie! Nikt o tym nie wiedział, prócz mnie! - wtrącił się z uniesieniem.
-...
- Nie wiem czemu moja mama w ogóle się wtrącała...  Przez tyle miesięcy nie mogłem pogodzić się z utratą. Lecz ty mi w tym pomogłaś nie wiedząc o niczym. Znów kochałem. Chciałem wszystko zacząć od początku - Z Tobą. Nigdy nie pozwoliłbym Tobie odejść! - mówił z przekonaniem i łzami w oczach, cały się trząsł.
- A jednak pozwoliłeś... - powiedziałam.
- Rozumiałem Cię. Chciałem Ci dać  czas na to wszystko...
- Nie wiem... do czego ty teraz zmierzasz? 
- Przemyśl to wszystko i daj mi znać. - Dotknął mojej dłoni i wyszedł z lokalu.
Wróciłam do domu. Tori czuła się już lepiej i w podziękowaniu gotowała obiad.
- A gdzie ty byłaś laska? - zapytała.
- Aa wyszłam na chwile spotkać się z Robem. - skłamałam.
- No.. no.. czyżby to było coś więcej niź przyjaźń? 
- Nie... no coś ty..  - zaprzeczałam.
- Kłamiesz mnie..! 
- Nie no serio...
- Gadaj mi tu, no już! - mówiła wesoło.
- Tori. Chcę się położyć. Nic prawie nie spałam. - powiedziałam, zostawiając rzeczy na fotelu i poszłam do sypialni.
- Nie zjesz?! - zawołała dziewczyna.
...