Nie wiedziałam co mam ze sobą w tej chwili zrobić.
Adresatem tego listu nie był Rob.
Wiedziałam dobrze kto.
Zdenerwowana zaczęłam kręcić sie po domu.
Nie wiedząc co zrobić, co powiedzieć.
Nienawidziłam go. A on proponuje teraz mi spotkanie...
Zrzuciłam wszystko i poszłam pod prysznic.
Tam dalej ta myśl nękała moją głowę.
Prawde mówiąc, gdzieś głęboko w sercu dalej go kochałam. Intuicja kazała mi tam iść.
Nie śpieszno wysuszyłam się i ubrałam.
- Trzeba zająć się Tori, a ja wychodze... Skandal! - wzdychałam wiążąc koka.
Mając jeszcze chwile czasu, posiedziałam z przyjaciółką w sypialni. Nie do końca wytrzeźwiała jeszcze, więc postanowiłam nic nie mówić.
Po kwadransie zeszłam na dół.
Już zza szklanych drzwi klatki schodowej dostrzegłam jego przed budynkiem.
Siedział na swoim motocyklu. Jego wyraz twarzy był zdenerwowany i zarówno poważny.
Nic sie nie zmienił. Dalej był tak przystojny jak nikt inny.
Oparłam się o ścianę, wykonując kilka głębokich wdechów. Zmieszane uczucia postanowiłam zakryć stanowczą maską. Po chwili ruszyłam w jego stronę.
- Co ja mam mu powiedzieć?! - Myślałam przemierzając ścieżkę. Lecz gdy skierował wzrok na mnie, nic już nie myślałam tylko szłam przed siebie.
- Witaj. - powiedział sucho.
- Czego chcesz?! - warknęłam krzyżując ręce.
- Porozmawiać. - odpowiedział schodząc z motocyklu.
- To, to ja wiem. - rzuciłam obojętnie i zrobiłam krok w tył.
- Ale ja nie chcę. - oznajmiłam i odwróciłam się chcąc zawrócić do domu.
- Prosze! To dla mnie ważne! - chwycił mnie za rękę, a jego mina była jak by był dzieckiem, któremu wyłączono bajke.
- Nawet nie wiesz jak mi z tym ciężko! - krzyknęłam. - Teraz też będziesz mnie okłamywał?!
- Na prawde nie będę.. - powiedział cicho puszczając mnie.
Harry nie wyglądał za dobrze. Był jakiś słaby, ponury. Jego szklane oczy nie były już tym żywym, zielonym kolorem, tylko jakieś jasne, wyblakłe, opadnięte.
Gdy spojrzałam na niego, zrobiło mi się jego żal. Widać było, że mówi prawdę i bardzo jemu na tej rozmowie zależy. Po chwili zastanowienia, zgodziłam się.
Harry nie chciał tu rozmawiać, zabrał mnie do naszej ulubionej cukierni na drugim końcu miasta.
- Więc... - próbowałam powiedzieć obojętnie, lecz zbytnio nie wyszło. Od środka czułam się rozdzierana na kawałki. Chciałam w końcu odpuścić i wylać swoje wszystkie łzy, przedewszystkim chciałam by było jak dawniej.
- Wtedy co opowiadałem Tobie... nie powiedziałem Ci jednego... - Długo próbował składać słowa.
- ...
- Juliet... ona nie była sobą. Od lat walczyła z chorobą, która nią zawładnęła... walczyliśmy razem...
- Harry! Ja nie chce tego słuchać! Nie potrzebuje tego! Wystarczająco wiem! Powiedziałam - to koniec. Koniec z wszystkim! - mówiłam nerwowo.
- Właśnie że potrzebujesz! Miała schizofremie! Nikt o tym nie wiedział, prócz mnie! - wtrącił się z uniesieniem.
-...
- Nie wiem czemu moja mama w ogóle się wtrącała... Przez tyle miesięcy nie mogłem pogodzić się z utratą. Lecz ty mi w tym pomogłaś nie wiedząc o niczym. Znów kochałem. Chciałem wszystko zacząć od początku - Z Tobą. Nigdy nie pozwoliłbym Tobie odejść! - mówił z przekonaniem i łzami w oczach, cały się trząsł.
- A jednak pozwoliłeś... - powiedziałam.
- Rozumiałem Cię. Chciałem Ci dać czas na to wszystko...
- Nie wiem... do czego ty teraz zmierzasz?
- Przemyśl to wszystko i daj mi znać. - Dotknął mojej dłoni i wyszedł z lokalu.
Wróciłam do domu. Tori czuła się już lepiej i w podziękowaniu gotowała obiad.
- A gdzie ty byłaś laska? - zapytała.
- Aa wyszłam na chwile spotkać się z Robem. - skłamałam.
- No.. no.. czyżby to było coś więcej niź przyjaźń?
- Nie... no coś ty.. - zaprzeczałam.
- Kłamiesz mnie..!
- Nie no serio...
- Gadaj mi tu, no już! - mówiła wesoło.
- Tori. Chcę się położyć. Nic prawie nie spałam. - powiedziałam, zostawiając rzeczy na fotelu i poszłam do sypialni.
- Nie zjesz?! - zawołała dziewczyna.
...
.jpg)


Boskie!!!!! Kocham twoje imaginy <3
OdpowiedzUsuń