poniedziałek, 14 kwietnia 2014

ZAYN & ALICE - PART 4


" 25th October 2012 Cz.

Kochany przyjacielu. 
Przepraszam, że od ponad dwóch tygodni nie odezwałam się ani słowem. Te dwa tygodnie okazały się dla mnie bardzo szczególnym czasem, nowym początkiem w moim życiu. Jak pisałam w poprzednim liście, ten przystojny Mulat poprosił bym się z nim umówiła. Teraz Mulat ten jest częścią mojego życia. Nie wyobrażam sobie, w jakim stanie bym teraz była bez niego.
Opowiem Ci jaki to był wspaniały dzień: 



Po tamtym dniu już o 6 rano byłam na nogach. Podekscytowana podskakiwałam po całym domu z myślą, że umówiłam się z Zaynem. Za jakąś niecałą godzinę później byłam już doszczędnie gotowa. Teraz tylko nie mogłam się doczekać na wiadomość od Mulata. Kolejną godzinę wpatrywałam się bezczynnie w telefon. Zrezygnowana po jakimś czasie odłożyłam telefon na nocny stolik i zbiegłam na dół do salonu. Nikogo w domu prócz mnie nie było. Rodzice pracowali, chłopcy siedzieli w prywatnej szkole. Ja natomiast miałam wciąż odwołane lekcje domowe z powodu dalszej niedyspozycji mojej nauczycielki. Rzuciłam sie na wielką, ciemną, skórzaną sofę i migiem, niespodziewanie zasnęłam. 
Gdy się ocknęłam, było już dobrze po godzinie popołudniowej. Usłyszałam jak sprzed domu dochodzą dźwięki samochodu. Ździwiłam się myśląc, że jest jeszcze za wcześnie by ktoś z domowników o tej porze wrócił do domu. Za chwile usłyszałam ciche pukanie do drzwi. Nim doszłam do siebie minęła spora chwila. Zerwałam się nagle i podbiegłam do drzwi. Zręcznie pociągnęłam za gałkę, przed sobą ujrzałam dobrze znanego mi mężczyznę.
- No cześć - Powiedział ze szczerym uśmiechem Zayn.
- Cześć Zayn. Co tu robisz? Miałeś zadzwonić - odpowiedziałam poprawiając swoją pogniecioną koszulę.
- Dzwoniłem chyba ze dwadzieścia razy i wysłałem z dziesięć sms-ów lecz bez żadnej odpowiedzi. Myślałem że coś się stało i przyjechałem - wytłumaczył spokojnie.
- Ojejku, przepraszam, czekałam na Ciebie od samego rana, telefon potem zostawiłam u góry, a na dole zasnęłam i dopiero teraz obudziłam się..
- Aa no to już wszystko wiem. Przepraszam, że znów Cię obudziłem. - Powiedział z lekkim uśmiechem.
- Nie, nie obudziłeś mnie. Zdążyłam wstać zanim przyjechałeś. - oznajmiłam szybko - W ogóle wejdź, ja szybko pójdę się tylko przebrać. 
- To ubierz się ciepło bo zabieram Cię na długi spacer. - Oznajmił wesoło.
Pośpieszno pobiegłam do góry i rzuciłam się w stronę szafy. Zaczęłam nerwowo oglądać wszystkie ciuchy lecz żadne mi dziś nie pasowały do mojego gustu. Po długich poszukiwaniach założyłam nową białą koszulę, niebieskie spodnie,  granatowe trampki i pod rękę wzięłam moją szerszą, jasną katanę. Przy wyjściu z pokoju przystanęłam przy lustrze i ręką przeczesałam kilkakrotnie moje długie, orzechowe włosy. Przyglądnęłam się jeszcze raz porządnie i z uśmiechem zeszłam na dół.
- Już jestem. - Oznajmiłam. 
- Oo szybko. Ja pozwoliłem sobie wziąść szklankę kranówki. - Powiedział melodyjnie Mulat.
- Jejku przepraszam, zapomniałam Cię obsłużyć! 
- Haha, nie stresuj się tak. Jesteś gotowa, więc w drogę.
Wychodząc z mojego domu, od razu poszliśmy pieszo. Dziś był wyjątkowo ładny dzień jak na Londyn. Słońce, błękitne niebo, a od czasu do czasu przez niebiosa przelatywały rzadkie, białe chmury. Zauważyłam, że Zayn był dziś w wyjątkowo dobrym nastroju i bez przerwy na jego warzy widniał uśmiech. 
- Masz dziś dobry dzień? - zapytałam nagle.
- I to jak - Potwierdził wesoło.
- Mogę widzieć co tak Cię uszczęśliwiło? 
- Dowiesz się na pewno później - odparł nie zmieniając wyrazu twarzy.
- Bardzo tajemniczy jesteś.. 
- Mam dziś ochotę na lody. Pójdziemy do pobliskiego parku na lody? - zapytał lekko szturchając mnie.
- Tak jasne, dobry pomysł - odparłam miło.
Po jakiś 15 minutach wolnego marszu doszliśmy do parku. Przy samym wejściu obok furtki stał starszy, wesoły mężczyzna z brodą jak Święty Mikołaj i ze swoim bagażnikiem na lody. Kolejka dzieci była ogromna. Na każdych z ich twarzy widniał szeroki uśmiech. Tyle szczęścia w jednym miejscu. Postanowiliśmy więc usiąść na ławce i przeczekać troche aż dzieci kupią swoje ulubione lody. W tym czasie Zayn przyglądał mi się bardzo uważnie. 
- Czemu w ogóle zaprosiłeś mnie na randkę? Jeśli w ogóle mogę nazwać to randką - przerwałam krępującą ciszę.
- Na pewno chcesz wiedzieć? - zapytał, bardziej obracając się w moją stronę.
- No raczej że tak - odparłam.
- No więc wtedy, na pierwszej lekcji... przy tym pianinie... zaimponowałaś mi czymś... To co mówiłaś mając zamknięte oczy.. Jakimś sposobem przyciągnęłaś moją uwagę ku sobie - mówił lekko zdruzgotany.
- Oo.. serio? - wykrztusiłam tylko to, gdyż nie wiedziałam co mam na to odpowiedzieć.
- Pacz, nie ma już kolejki! - powiedział, zbaczając całkowicie z toru.
Kupiliśmy u sklepikarza podwójne lody o smaku śmietankowym i toffi. Zmieniając kierunek spaceru zapomnieliśmy o wcześniejszej rozmowie i ruszyliśmy ku centrum Londynu. Po pewnym czasie doszliśmy aż do Big Ben'u. Nawet nie zauważyliśmy jak ta długa droga szybko minęła, gdyż przez cały czas rozmawialiśmy, wygłupialiśmy się i śmieliśmy jak małe dzieci. Musze przyznać z Zaynem czułam się bardzo swobodnie. Oboje niczego nie ukrywaliśmy, po prostu graliśmy siebie. Przy metrze Zayn podszedł do dziewczynki stojącej na poboczu ulicy z gitarą, wziął od małej, rudej dziewczynki instrument i zaczął grać i śpiewać bez żadnych ograniczeń. Każdy przechodzący przechodził z zachwytem koło niego, patrząc jak największa z gwiazd daje koncert na ulicy. Zebrał się tłum ludzi, a Zayn nie kończył śpiewać. Ludzie zaczęli wrzucać monety i papierki do pokrowca instrumentu dziewczynki. Każdy klaskał, nie którzy płakali. Gdy Zayn zakończył swój pokaz, oddał dziewczynce gitarę, z kieszeni wyciągnął banknot i wrzucił go ze szczerym uśmiechem do pokrowca, życząc jej przy tym powodzenia.
Przez dwadzieścia kolejnych minut chwaliłam go z zachwytem i wzruszeniem. On puszczał te uwagi mimo uszu mówiąc że to nic wielkiego. Doszliśmy do Diabelskiego Młyna:
- To co? Wchodzimy? - zapytał, spoglądając w tamtą stronę. 
- Ja mam tam wejść?! - powiedziałam przerażona. 
- Nie masz się czego obawiać, będę cały czas przy Tobie - rzucił szarmanckim uśmiechem. 
- Chcesz mnie zabić na wysokości?!
- No coś ty, chodź! Będzie fajnie! 
Po jego długich błaganiach, z zamkniętymi oczami zgodziłam się tam wejść choć miałam ogromny lęk wysokości. Stojąc nawet na niskim podeście już zaczyna kręcić mi się w głowie. 
- Możesz otworzyć już oczy - powiedział po pewnym czasie.
- Na pewno?
- Tak.
Gdy otworzyłam oczy, o mało co nie upadłam z własnych nóg, wisieliśmy na samej górze Diabelskiego Młyna, widząc przy tym całą rzekę, Big Ben i całe centrum. Nie zdałam sobie sprawy nawet z tego, że ściskam z całej siły rękę Mulata. Spojrzałam się na niego z przerażeniem. 
- Chcę na dół - wyszeptałam.
- Nie bój się. Nic Ci się tu nie stanie - odpowiedział i złapał równie mocno moją drugą rękę a ja od razu znalazłam się bliżej niego.  ...
W tej pozycji bardzo dobrze mogłam przyjżeć się jego kasztanowym oczom. Byłam na tyle blisko, by poczuć jego zapach, jego oddech. Zayn wciąż się uśmiechał, nawet jeszcze bardziej niż wcześniej. Ja, natomiast trzęsłam się cała ze strachu. Gdy tylko on to poczuł, objął mnie swym ramieniem. Wtedy już myślałam że się rozpłynę. 
Resztę kursu przetrwałam bez strachu. Niestety nad wodą już zapadał zmierzch i dochodziła godzina dwudziesta. Większość ludzi znikła z centrum miasta. Zostali ludzie jedynie ze zwierzętami lub nieliczne pary wychodzące na spacer. Przeszły przeze mnie dreszcze. Zayn zauważył że mi zimno i zapytał czy chcę jego kurtkę. Odpowiedziałam miło na jego gest, że jest mi bardzo miło, ale że sobie poradzę. Mulat zaśmiał się i złapał mnie za rękę. Poczułam jak moje serce zaczyna szybciej bić i o mało co nie powybija mi żeber i nie wyskoczy na zewnątrz. Na twarzy Zayna w ciągu dalszym widniał uśmiech. Odwazejmniłam szybko gest i spojrzałam na most. Nagle poczułam się o wiele cieplej, że Zayna ręce leżą na mojej tali a moje plecy i ramiona ogrzewa jego ciało. Spojrzałam wesele zaskoczona na niego z pytającym wyrazem twarzy. 
- Tak się trzęsłaś, że aż ja zobaczyłem. - Powiedział.
- Naprawdę? 
- Yhym - odmruknął twierdząco mi do ucha.
Staliśmy tak z kilkanaście minut i podziwialiśmy zachód dzisiejszego słońca. nagle poczułam jak z kieszeni mojej katany czuje wibracje telefonu. Powoli wyciągnęłam telefon i spojrzałam kto do mnie dzwoni. Była to moja mama, lecz nie zdążyłam odebrać już tego połączenia.
- Musze już wracać do domu - oznajmiłam lekko wychodząc z objęć Mulata. 
- To choć, odwioze Cię - powiedział.
- Przecież przyszliśmy pieszo - odparłam kierując się w stronę ulicy.
- Mieszkam dwie przecznice dalej. Możemy szybko podejść po samochód.
- Dam rade, dojdę pieszo - rzuciłam obojętnie.
- Nie, nigdzie Cię samej o tej porze nie puszcze - złapał mnie za rękę i zmienił kierunek.
- Przecież jest dwudziesta, nie mam pięciu lat..
- Ale zaraz zrobi się ciemno i zimno, a ty mieszkasz prawie aż za Londynem.
- Naprawdę nie musisz.. 
- Ależ muszę - droczył się.
I rzeczywiście. Zayn jak powiedział, mieszkał dwie przecznice dalej. Już z daleka było widać jego duży, czarny samochód. Zayn puściła moją rękę, wyjął kluczyki i podbiegł do auta. Zanim doszłam do furtki, samochód stał już na ulicy z otwartymi drzwiami pasażera.
Za kilka minut staliśmy już pod moim domem. Zayn gasząc silnik, znów uśmiechnął się szarmancko i spojrzał na mnie. 
- Dziękuje za tak udany dzień. Już nie pamiętam kiedy ostatnio tak się bawiłem. - Powiedział po chwili.
- Przecież masz chłopaków - rzuciłam.
- Ale oni nie są tacy jak ty. - Odpowiedział wesoło a za chwilę spoważniał.
- To ja już pójdę. - Oznajmiłam biorąc głęboki wdech.
- Poczekaj! 
- Tak? - spuściłam rękę z klamki. 
Zayn chwilę się wachał. Jakby chciał coś powiedzieć, czy pokazać. Jego usta kilkakrotnie zmieniały swoje ułożenie. W końcu po nie długiej chwili. Mulat uspokoił się i wziął głęboki wdech.
- Tak? - zapytałam ponownie.
- Bo zastanawiałem się czy.. czy.. - Nie dokończył swojej wypowiedzi, tylko szybko złączył nasze usta.
Z zaskoczenia aż drgnęłam i sparaliżowało mnie na dłuższą chwilę, nawet zdałąm sobie sprawę, że nie zamknęłam oczu. Po chwili Zayn odskoczył ode mnie i spoglądając w przednią szybę wyszeptał "przepraszam". Zanim dotarło do mnie co się stało minęło kilka sekund. 
- Nic się nie stało, dziękuje. - powiedziałam z lekko wymuszonym uśmiechem.
- Naprawdę? - zapytał z nutą nadziei w jego głosie.
- Tak, na pewno. - potwierdziłam z szerszym uśmiechem. 
odwazjemnił tym samym, szczerszym gestem. 
- Jutro piątek, podobno ostatni dzień twojego wolnego... - przeciągał.
- Tak, pani May po dwóch tygodniach już wróciła do siebie...
- To może.. co na jutro proponujesz? - zapytał.
- Jutro też się widzimy? - zapytałam podekscytowana, aż podskoczyłam do góry.
- Jeśli nie chcesz..
- Jasne że chcę! - przerwałam jego wypowiedź.
- Cieszę się - powiedział z iskierkami w oczach - to jutro zadzwonię do Ciebie i postaram się Ciebie nie obudzić. - zaśmiał się.
- Dla Ciebie mogę wsatć nawet i o trzeciej rano. 
- Haha nie, nie musisz. - oznajmił wesoło. 
Wtedy straciłam kompletnie poczucie czas. Siedzieliśmy w jego samochodzie przed moim domem, zawzięcie rozmawiając jeszcze około godziny. Gdy na zegarze jego radia samochodowego wybiła dwudziestapierwsza, głośno wzdychnęłam i oznajmiłam:
- Muszę już iść, mama odchodzi pewnie już od zmysłów.
- Racja, nie wie nawet że siedzisz spokojnie przed domem..
- Naprawdę, już czas na mnie. - oznajmiłam smutno.
- Odprowadzę Cię. 
I wtedy znów powtórzył swój gest z przed kilku dni. Otworzył drzwi pasarzera, wyciągnął ciepła dłoń. Tylko tym razem splątał nasze ręce. Otworzył furtkę i przystanęliśmy przy drzwiach frontowych patrząc sobie w oczy bez żadnych słów. Gdy się ocknęłam musiało minąć z jakieś pięć minut. Przerwałam nasz kontakt wzrokowy. Zayn także oprzytomniał. 
- Dobranoc. - Wyszeptał i pocałował mnie w moje zmarźnięte czoło.
- Dobranoc. - odparłam z uśmiechem, a Mulat otworzył mi drzwi do domu i wrócił szybko do auta.

sobota, 15 lutego 2014

ZAYN & ALICE - PART 3

Sobota 15:10 PM:

Dziś była sobota, znów czekałam na kolejną lekcję u Zayna. Tym razem byłam już doszczędnie gotowa. W pewnej chwili do mojego pokoju przyszła mama z telefonem w ręku.
- Do Ciebie. Twój nauczyciel. - Oznajmiła podając mi telefon.
- Tak? - zapytałam wesoło.
- Dziś zapraszam Cię do studia. - powiedział miło Zayn.
- Aa dobrze. - powiedziałam zaczesując ręką włosy.
- No więc schodź szybko na dół. Czekam w samochodzie. - oznajmił wesoło.
- Okej do zobaczenia. - rozłączyłam się i zbiegłam na dół.
Wybiegając z domu, przed schodami zobaczyłam duży, czarny samochód, a przy nim uśmiechającego się nauczyciela. Przystanęłam na chwile by upewnić się czy to rzeczywiście on. Uśmiechnęłam się lekko gdy potwierdziłam swoje myśli. 
- Dzień Dobry. - powiedziałam miło podchodząc do Mulata.
- Cześć. Gotowa na kolejną lekcje? - zapytał wesoło.
- Myślę że tak. - Odpowiedziałam.
- To w drogę. - Oznajmił otwierając dla mnie drzwi.
...
Po kilkunastu minutach byliśmy w studiu. Wchodząc, zauważyłam kilku mężczyzn, siedzących przy instrumentach. Okazało się, że to są pozostali członkowie zespołu, w którym był Zayn. One Direction. Wchodząc, wszyscy od razu zwrócili zwrok na nas z lekkim zaskoczeniem.
- To jest Alice, moja uczennica. - Powiedział Zayn.
- Cześć.. - wydusiłam z siebie nie śmiało i pomachałam do zespołu.
- Cześć Alice, miło Cię poznać! - mówił tak prawie każdy z nich.
- Rozgość się tu wygodnie. Za chwile zaczynamy, tylko spróbujemy jednen kawałek zaśpiewać. - Zwrócił się do mnie Mulat.
- Dobrze. - odpowiedziałam i rozglądnęłam sie po studiu.
Za chwile usłyszałam stukanie instrumentami, szelesty i piski od ustawiania odpowiednio mikrofonów. Usiadłam na skórzany, wygodnym krześle za szybą i przed setkami, tysiącami guzików i światełek, założyłam słuchawki i zaczęłam przyglądać i uważnie przysłuchiwać sie próbie:


A TERAZ WŁĄCZCIE I OBEJRZYJCIE CAŁ TELEDYSK Little Things :) 

http://www.youtube.com/watch?v=xGPeNN9S0Fg

Po ukończeniu utworu, siedziałam w bezruchu dalej wpatrzona w chłopaków ze łzami w oczach i z zachwyconą miną. " Nigdy jeszcze nie słyszałam tak pięknej piosenki " - pomyślałam. Wydawało mi sie tak jakby śpiewali to wyłącznie dla mnie, niesamowite uczucie.
- I jak? - Zapytał Zayn wychodząc ze studia.
- Niesamowicie. - odpowiedziałam wycierając łzy.
- Eeej! Czemu płaczesz?! Co Ci ten Zayn zrobił?! - krzyczał Niall wybiegając zza szklanych drzwi. 
- Nic nic. - uśmiechnęłam się.
Co prawda w tamten dzień miałam uczyć się, lecz nie potoczyło się tak jak miało być. Oczywiście, cały dzień spędziłam w studiu z chłopakami, wygłupiając się, rozmawiając i dużo śmiejąc. Nigdy jeszcze nie spotkałam tak pozytywnie zwariowanych ludzi jak oni. Nie myślałam, że oni tacy niezwykli potrafią być. 
Wieczorem, Zayn odwiózł mnie do domu. Wychodząc z samochodu, Mulat poprosił mnie, bym chwilke jeszcze poczekała. Ździwiłam się trochę. Chłopak patrzył na mnie z małym zakłopotaniem, aż w końcu wziął głęboki wdech i zapytał:
- Umówimy się jutro? 
- .. Co? .. Tak! Tak! Oczywiście! - odpowiedziałam po dłuższej chwili, gdyż nie mogłam uwierzyć w to co usłyszałam.
- Nie no przepraszam, wiem za szybko, nie powinienem.. - powiedział pod nosem.
- Zayn, ależ oczywiście że umówię się z Tobą! - Powiedziałam podekscytowana i złapałam go za rękę, która lezała na jego kolanie.
- Ciesze się. - odpowiedział szczerym uśmiechem i miłym spojrzeniem. 
- To ja już muszę isc, bo jutro mnie tata jeszcze nigdzie nie wypuści.. - oznajmiłam.
- To odprowadze Cię. - powiedział Zayn.
- Co? Haha nie no nie musisz, i tak odwiozłeś mnie pod samą furtkę.
- Ale jestem twoim nauczycielem, dopóki jesteś ze mną to dbam o twoje bezpieczeństwo, więc odprowadze Cię nawet do samych drzwi.
- Aa i może jeszcze zdejmiesz mi buty i umyjesz zęby?! 
- Jeśli będzie taka potrzeba.. - oznajmił wychodząc z samochodu.
- No ale drzwi nie musisz mi otwierać. - powiedziałam po wykonaniu tego czynu.
- Nie dała byś rady nawet.. - zażartował. 
- Haha no tak.
...
- To co do jutra? - zapytał chowając ręce w skórę.
- Tak, do jutra.
- Więc przyjadę po Ciebie może o 16? 
- Idealnie. 
- Więc.. Dobranoc.
- Dobranoc.
Chcąc wejść już do domu, usłyszałam jeszcze głos Mulata. Odwróciłam się lekko, a na swoim policzku poczułam ciepłe delikatne jego usta. Zayn uśmiechnął się szeroko i znów zawrócił do swojego auta.

środa, 29 stycznia 2014

ZAYN & ALICE - PART 2

Tydzień później: 

Nastolatka jeszcze przesypiała sobotni poranek. Gdy nagle obudziły ją dochodzące z dołu dzwonienie do drzwi. Bardzo niechętnie wstała z łóżka i powolnym krokiem ruszyła w stronę drzwi.

- Dzień Dobry! Czy to dom Pani Anny... 
- Tak. - przerwałam mężczyźnie nie otwierając jeszcze zaspanych oczu.
- Mam uczyć jej córkę muzyki, a raczej wrażania uczuć...
- Co?! – natychmiast się obudziłam a przed sobą ujrzałam wysokiego, przystojnego, uśmiechającego się, młodego Mulata.

- Coś się stało? - zapytał Mulat przytrzymując mnie za ramię.
- Nie, nie... ty jesteś...
- Aa no tak! Nie przedstawiłem się! Jestem Zayn Malik, a ty musisz być...? 
- Alice Morgan. - odpowiedziałam z uśmiechem. 
- Czyli to ty będziesz moją uczennicą? - Odpowiedział tym samym gestem. 
- Tak ja.. Ojej! Przepraszam! Tak trzymam Cię tu na progu! Prosze Wejdź! 
Od razu spodobał mi się ten chłopak. Czułam że nie jest on jak każdy inny. Jest miły, uprzejmy. Pierwsze wrażenie przecież najważniejsze. Usiedliśmy więc w salonie. Przygotowałam nowemu znajomemu a raczej nauczycielowi herbatę i usiadłam w skórzanym fotelu.
- Więc Alice, dlaczego chciałabyś wyrażać uczucia poprzez muzykę? - Zapytał.
- Najchętniej wcale bym nic nie wyrażała. Moja nauczycielka, twierdzi że jestem zamknięta w sobie, przez co nauka wcale mi nie wchodzi. Ale ona nie zna mojej przeszłości więc nie może od razu stawiać takich tez. Kazała mojej mamie załatwić właśnie te zajęcia muzyczne.. 
- Aa.. rozumiem. Czyli nie chciałabyś spróbować? Oczywiście nic na siłe... - mówił.
- Nie. Znaczy... nie wiem.. Ale zawsze warto spróbować. - odparłam z uśmiechem. - Tylko ja w tej dziedzinie nie potrafie nic. Skrzecze jak kura pazurem, a o instrumentach nie wspomne. - powiedziałam. 
- Haha! Spokojnie.. od tego się zaczyna. - powiedział sympatycznie. 
* Uśmiechnęłam się * 
- Przepraszam w ogóle że przyjechałem tak bez zapowiedzi i jeszcze rano, widze że obudziłem Cię...
- Ahh! No tak przepraszam za tą piżamę, jeszcze nie rozpakowałam się do końca i szlafroka nie mogę znaleść. Ale nic nie szkodzi. Mama nie lubi jak tak długo śpię. 
- Haha dobrze, dobrze. Ja tylko tak na rozmowę krótką by poznać Cię i ustalić daty lekcji. - powiedział odkładając kubek herbaty.
- To teraz nie jest lekcja? - zapytałam.
- Nie nie.. nie będę marnował Tobie soboty, pewnie masz wiele ciekawszych zajęć..
- Nie wydaje mi się by siedzenie przed telewizorem czy samej w pokoju było ciekawym zajęciem.. - odpowiedziałam wesoło.
- Ale zawsze coś. - uśmiechnął się szczerze. - No dobrze... Wtorki o 18 i w takim razie Soboty o 16 pasowałyby zajęcia? - zapytał.
- Jak najbardziej! - Odpowiedziałam.
- No dobrze. Dziękuje za herbatę, ja już będę się zbierał. - Powiedział wstając z sofy. 
- Dobrze odprowadzę Cię do drzwi.
...
- Miło było Cię poznać Alice. - Powiedział wesoło.
- Nawzajem. - odpowiedziałam z uśmiechem.
- Do do zobaczenia we Wtorek!
- Do Wtorku!
...
- O-mój-bo-że! - Powiedzialam sama do siebie, ześlizgując sie z dębowych drzwi i uśmiechając się sama do siebie.

Poniedziałek 07:02 PM:

- Chryste! Dzieciaku skup się! - krzyczała na mnie nauczycielka.
- Nie nauczy mnie tego Pani! Nie potrafie! - powiedziałam rzucając ksiązką od matematyki. 
- Nie, nie mam siły.. Idź! Dolej mi kawy. - rozkazała.
- Dobra. - mruknęłam pod nosem i ruszyłam do kuchni.

Podczas zagrzewania kawy, na myśl przyszedł mi jeden niegrzeczny pomysł. Pobiegłam do szafki z lekami i cicho wzięłam biały flakonik z napisem "Lek Na Przeczyszczenie". Dyskretnie wsypałam małą zawartośc flakoniku do napoju kobiety i energicznie zamieszałam. Po pięciu minutach kobieta wybiegła w podskokach z mojego domu potrącając przy tym moich rodziców w przejściu.
- Ma Cie już dość? - zapytała ździwiona mama.
- Nie. Brzuch ją zabolał. - Oznajmiłam.

Wtorek 17:52 PM: 

- Jeeezu?! Czego znowu?! - warknęłam, wyślizgując sie z mojego łóżka, słysząc dzwonienie do drzwi.
...
- Tak? - otworzyłam drzwi znów nie otwierając przy tym oczu.

- Witaj Alice. Gotowa na lekcje muzyki? - usłyszałam znany już mi głos.
- Pan Malik! - krzyknęłam i natychmiast obudziłam się. - prosze wejdź! 
- Czy znowu obudziłem? - zapytał wieszając swoją kurtkę.
- Yy.. nie nie. Po prostu nie miałam dzisiaj lekcji i odreagowywałam stres po wczoraj.. - powiedziałam.
- Aa tak słyszałem... Panna May ma podobno grypę żołądkową czy coś. - powiedział.
- Ups. - szepnęłam pod nosem.
- To co więc, zasiadaj do pianina! - oznajmił.
...
- Z czym kojarzy Ci się ten dzwięk? - zapytał po zagraniu akordu a-moll.

- Z pianinem? - Odpowiedziałam.
- Haha.. ale użyj wyobraźni. - Poprosił powtarzając akord. - Zamknij oczy, skup się i wyobrażaj sobie cokolwiek.
- No nie wiem... z lasem. - powiedziałam po chwili.

- Dobrze. A ten?- Zapytał wykonując akord d-moll.
- Yy... Z bólem.
- Jakim bólem?
- Takim, co codziennie czułam w szkole.
- A teraz? - zapytał.
- Z ludźmi.
- Teraz?
- Przemoc.
- Teraz? 
- Mną...
- A to..?
- Przepraszam. Możemy przerwać na chwilę? - powiedziałam wstając z krzesła.
- Tak... oczywiście..

Zerwałam się nagle i odstąpiłam od pianina. Nigdy nie zdawałam sobie sprawy, że taka rzecz potrafi ze mnie tyle wydusić. Było mi z tym głupio. Nagle wszystkie poprzednie wspomnienia wrociły, a ja znów poczułam się jak wtedy..

" ... Zayn nie powtórzył już potem tego ćwiczenia. Uznał że dzisiejsza lekcja była dość wyczerpująca. Natomiast nie opuścił od razu mojego domu. Został ze mną jeszcze przez jakieś dwie godziny. Te dwie godziny były wypełnione żywą rozmową. W końcu wyrzuciłam z siebie wszystko co cisnęło mi się na sercu. W końcu Zayn mnie prawie nie zna i dobrze zrozumiał moją sytuację. Tak jak myślałam. Jest on wspaniałym, uczuciowym człowiekiem. Potrafi porozmawiać, pocieszyć. Myślę że polubie to miasto. Postaram się zmienić i jak najwięcej wyciągnąc z tych lekcji.  
Tęsknie i Kocham. Alice. 9th October 2012 "

niedziela, 26 stycznia 2014

ZAYN & ALICE - PART 1

Cześć, cześć.
Niestety A Lie Always Comes To Light nie będzie już kontynuowane. Powód? Niestety popsuł mi sie telefon gdzie było tam kilka kolejnych napisanych części. A z głowy niestety ich nie przywróce.. 
Teraz będę pisać opowiadanie o Zaynie, które dodaje na stronkę, będe tu umieszczać każde części troszke urozmaicone obrazkami .  Miłego czytania. :) 


" Drogi przyjacielu,                                                                                         14th September 2012

Od twojego odejścia odzywam się po raz pierwszy do Ciebie. Nie przyznam że było łatwo. Bez Ciebie szkoła i całe moje życie stało się jednym wielkim koszmarem. Każdy powtarza mi, że nic się nie zmieniłam po powrocie z wakacji. Ale to nie prawda. Ogromnie się zmieniłam. Nie jestem już taka  jak za tych poprzednich kiku miesięcy. Jestem rozdarta od środka. Zagubiona. Lecz staram sie tego nie okazywać przed rodzicami. Ojciec myślał już, że kompletnie zwariowałam. Gdyby nie mama, wtrafiłabym do domu smutnych ludzi. Starałam się tak bardzo. Ale to koniec i nic nie ma już znaczenia. Spróbuje zacząć od nowa, lecz nie obiecuje." 


                                                                     Alice. "

Po zamknięciu koperty, Alice spojrzała przez okno na księżyc w pełni. Pomyślała o przyjacielu do którego właśnie pisała. Podparła się łokciami o parapet i położyła swoją głowę na dłoniach, po czym zamknęła oczy.

6:30 AM:

- I kolejny dzień do przeżycia... - pomyślałam jeszcze nie wyjmując głowy spod białej pościeli.
Wyciągjąc jedynie rękę, wyłączyłam piszczący budzik. Z dołu było czuć już poranne naleśniki mojej mamy i codzienne kłótnie młodszych braci bliźniaków. Próbując zignorować wszystko, postanowiłam zasnąć jeszcze raz, tym bardziej wtulając sie w kołdrę. 
- No już kochanie, wstawaj i biegiem na śniadanie. - Usłyszałam miły głos Roberta, mojego taty, który właśnie schodził na dół.
- Już idee.. - powiedziałam leniwo.
Za chwile poczułam jak ktoś chwyta mnie za nogi i tułów i podnosi do góry. Tak właśnie tata przymusem zanosi mnie na dół w pościeli.
...
- Tato! tato! Czemu ty ją ciagle nosisz!? - krzyknął Brian,  który grzebał czerwoną kredką w nosie.
- Tato! Tato! Ja też tak chcę! - Dyskutował drugi bliźniak Ryan, który wspinał się właśnie na biblioteczkę.
- Ja Was za to zanoszę do łóżka, gdy usypiacie przed telewizorem. - Oznajmił.
Nastepnie Robert posadził mnie na barowym krześle i zabrał moją pościel. Mój codzienny wygląd odstraszał braci, z czego zawsze byłam zadowolona, gdy widziałam ich miny. Ukochana mama podeszła do mnie i przytuliła mnie mocno, specjalnie też by przylizać moje sterczące włosy. Po śniadaniu została jeszcze godzina to zaczęcia lekcji w szkole. Spokojnie poszłam na górę i leniwie zaczęłam przegladać rzeczy w mojej szafie. Tak wyglądają codziennie moje poranki. Wychodząc gotowa z pokoju, zauważyłam kopertę którą wczoraj zostawiłam na biurku. Wślizgnęłam ją do torby i z komody zabrałam zapalniczkę.  


5:45 PM:

Wbiegłam zrozpaczona do domu. Torbę z książkami zgubiłam gdzieś przed domem. Z hukiem zatrzasnęłam drzwi i z płaczem  pobiegłam do mojego pokoju. Skryłam się w najbezpieczniejszym dla mnie miejscu - łóżku. Za chwilę usłyszałam głos mojej zatroszczonej mamy, która właśnie wbiegała za mną po schodach.
- Kochanie... - powiedziała cicho i zapukała w drewniane drzwi.
- Odejdź! - krzyknęłam.
- Ali, kochanie prosze otwórz.. co sie stało? Chcę Ci pomóc! - mówiła.
- Nie rozumiesz kurwa!? Odejdź! - wydarłam się.
Po chwili ciszy dotarło do mnie że skrzywdziłam ją niepotrzebnymi słowami. Nie chciałam krzywdzić ludzi, tak jak oni krzywdzili mnie. 
- Mamo! .. Przepraszam! - Wybiegłam i zobaczyłam płaczącą mamę siedzącą przy kremowej ścianie. - Proszę nie płacz, przepraszam! Nie chciałam! - Mówiłam i płakałam razem z nią.
- Chcę tylko z Tobą porozmawiać, pomóc Ci... Nie chce by twój tata dopiął swojej obietnicy! - Mówiła ocierając łzy.


" Kochany przyjacielu,                                                                                       28th September 2012

Minęło dwa tygodnie od pierwszego mojego listu... Przepraszam, ale to był kolejny trudny okres dla mnie. Szkoła stała się piekłem, a ja tą nieszczęsną ofiarą. Przez to uraziłam uczucia mamy. Gdy ojciec zobaczył jak obie płaczemy, od razu rzucił się do mnie. Znałeś go ze strony agresji, był człowiekiem bez hamulców... Mimo to jest troskliwym, kochającym tatą, co go to usprawiedliwia. Tydzień temu, mama wraz z tatą postanowili byśmy przenieśli się do Londynu. Rzuciłam szkołe, wagarowałam, dobrze zaczęli dostrzegać mój zmieniający sie stan. Od teraz nie będe chodzić do szkoły. Zajęcia będzie mi udzielać jakaś kobieta idywidualnie w domu. W sumie nawet z tego nie jestem szczęśliwa. Większe miasto, więcej problemów, gorszy stan...  Nie wiem jak to będzie.

                                                                                     Alice. " 

- Czemu nie urządzasz swojego pokoju? – zapytała mama wchodząc bez pukania.
- Nie potrzebuje wyaranżowanego pokoju. -  powiedziałam szybko chowając przed chwilą skończony list.
- Alice...  już tydzień mieszkamy tu, a ty dalej nic a nic się nie zmieniłaś..
- Może już taka jestem.. – rzuciłam obojętnie.
- Nie taką córke wychowałam. – oznajmia zasmucona wychodząc z mojego pokoju.
Pierwszy dzień nauki indywidualnej wypadł okropnie.  Nauczycielka kazała mamie zapisać mnie na lekcje muzyki, bym w taki sposób potrafiła wyrazić swoje uczucia. Od razu pomyślałam co za idiotyzm. Oczywiście. Mama posłuchała dziwacznej kobiety i  umówiła mnie z jakimś znanym muzykiem. Wszystko wyśmiałam zaraz po tym jak nauczycielka  przekroczyła próg naszego domu po zajęciach. 

Tydzień później: 

Nastolatka jeszcze przesypiała sobotni poranek. Gdy nagle obudziły ją dochodzące z dołu dzwonienie do drzwi. Bardzo niechętnie wstała z łóżka i powolnym krokiem ruszyła w stronę drzwi.

- Dzień Dobry! Czy to dom Pani Anny... 
- Tak. - przerwałam mężczyźnie nie otwierając jeszcze zaspanych oczu.
- Mam uczyć jej córkę muzyki, a raczej wrażania uczuć...
- Co?! – natychmiast się obudziłam a przed sobą ujrzałam wysokiego, przystojnego, uśmiechającego się, młodego Mulata. 



niedziela, 5 stycznia 2014

A LIE ALWAYS COMES TO LIGHT 2 - PART 4.

Nie wiedziałam co mam ze sobą w tej chwili zrobić.
Adresatem tego listu nie był Rob. 
Wiedziałam dobrze kto.
Zdenerwowana zaczęłam kręcić sie po domu. 
Nie wiedząc co zrobić, co powiedzieć. 
Nienawidziłam go. A on proponuje teraz mi spotkanie... 
Zrzuciłam wszystko i poszłam pod prysznic.
Tam dalej ta myśl nękała moją głowę. 
Prawde mówiąc, gdzieś głęboko w sercu dalej go kochałam. Intuicja kazała mi tam iść. 
Nie śpieszno wysuszyłam się i ubrałam. 
- Trzeba zająć się Tori, a ja wychodze...  Skandal! - wzdychałam wiążąc koka. 
Mając jeszcze chwile czasu, posiedziałam z przyjaciółką w sypialni. Nie do końca wytrzeźwiała jeszcze, więc postanowiłam nic nie mówić.
Po kwadransie zeszłam na dół. 
Już zza szklanych drzwi klatki schodowej dostrzegłam jego przed budynkiem.
Siedział na swoim motocyklu. Jego wyraz twarzy był zdenerwowany i zarówno poważny. 
Nic sie nie zmienił. Dalej był tak przystojny jak nikt inny.
Oparłam się o ścianę, wykonując kilka głębokich wdechów. Zmieszane uczucia postanowiłam zakryć stanowczą maską. Po chwili ruszyłam w jego stronę. 
- Co ja mam mu powiedzieć?! - Myślałam przemierzając ścieżkę. Lecz gdy skierował wzrok na mnie, nic już nie myślałam tylko szłam przed siebie.
- Witaj. - powiedział sucho.
- Czego chcesz?! - warknęłam krzyżując ręce.
- Porozmawiać. - odpowiedział schodząc z motocyklu.
- To, to ja wiem. - rzuciłam obojętnie i zrobiłam krok w tył.
- Yh... no dobrze... - westchnął. - Chce porozmawiać o tamtejszym dniu.
- Ale ja nie chcę. - oznajmiłam i odwróciłam się chcąc zawrócić do domu.
- Prosze! To dla mnie ważne! - chwycił mnie za rękę, a jego mina była jak by był dzieckiem, któremu wyłączono bajke.
 - Nawet nie wiesz jak mi z tym ciężko! - krzyknęłam. - Teraz też będziesz mnie okłamywał?! 
- Na prawde nie będę.. - powiedział cicho puszczając mnie.
Harry nie wyglądał za dobrze. Był jakiś słaby, ponury. Jego szklane oczy nie były już tym żywym, zielonym kolorem, tylko jakieś jasne, wyblakłe, opadnięte. 
Gdy spojrzałam na niego, zrobiło mi się jego żal. Widać było, że mówi prawdę i bardzo jemu na tej rozmowie zależy. Po chwili zastanowienia, zgodziłam się.
Harry nie chciał tu rozmawiać, zabrał mnie do naszej ulubionej cukierni na drugim końcu miasta.
- Więc... - próbowałam powiedzieć obojętnie, lecz zbytnio nie wyszło. Od środka czułam się rozdzierana na kawałki. Chciałam w końcu odpuścić i wylać swoje wszystkie łzy, przedewszystkim chciałam by było jak dawniej.
- Wtedy co opowiadałem Tobie... nie powiedziałem Ci jednego... - Długo próbował składać słowa.
- ... 
- Juliet... ona nie była sobą. Od lat walczyła z chorobą, która nią zawładnęła... walczyliśmy razem... 
- Harry! Ja nie chce tego słuchać! Nie potrzebuje tego! Wystarczająco wiem! Powiedziałam - to koniec. Koniec z wszystkim! - mówiłam nerwowo.
- Właśnie że potrzebujesz! Miała schizofremie! Nikt o tym nie wiedział, prócz mnie! - wtrącił się z uniesieniem.
-...
- Nie wiem czemu moja mama w ogóle się wtrącała...  Przez tyle miesięcy nie mogłem pogodzić się z utratą. Lecz ty mi w tym pomogłaś nie wiedząc o niczym. Znów kochałem. Chciałem wszystko zacząć od początku - Z Tobą. Nigdy nie pozwoliłbym Tobie odejść! - mówił z przekonaniem i łzami w oczach, cały się trząsł.
- A jednak pozwoliłeś... - powiedziałam.
- Rozumiałem Cię. Chciałem Ci dać  czas na to wszystko...
- Nie wiem... do czego ty teraz zmierzasz? 
- Przemyśl to wszystko i daj mi znać. - Dotknął mojej dłoni i wyszedł z lokalu.
Wróciłam do domu. Tori czuła się już lepiej i w podziękowaniu gotowała obiad.
- A gdzie ty byłaś laska? - zapytała.
- Aa wyszłam na chwile spotkać się z Robem. - skłamałam.
- No.. no.. czyżby to było coś więcej niź przyjaźń? 
- Nie... no coś ty..  - zaprzeczałam.
- Kłamiesz mnie..! 
- Nie no serio...
- Gadaj mi tu, no już! - mówiła wesoło.
- Tori. Chcę się położyć. Nic prawie nie spałam. - powiedziałam, zostawiając rzeczy na fotelu i poszłam do sypialni.
- Nie zjesz?! - zawołała dziewczyna.
...