sobota, 21 grudnia 2013

A LIE ALWAYS COMES TO LIGHT 2 - PART 3.

Natychmiast odskoczyłam. Chłopak patrzył na mnie, nie wiedział co się stało, dlaczego to zrobiłam. Przez chwile stałam nieruchomo, wpatrując się swoimi dużymi oczami w niego. On podszedł do mnie powoli i zapytał delikatnie łapiąc moje prawe ramię:
- Ej.. Wszystko w porządku?
- Tak, tak. Przepraszam... Ale chyba już za dużo wypiłam. - odpowiedziałam łapiąc się za głowę. - Chcę już wrócić do domu...
- Odwieźć Cię? Nic nie piłem. - Zaproponował.
- Tak, dziękuje. - Odparłam z uśmiechem.
Rob objął mnie ramieniem, widział że niezbyt dobrze się czuje. Wychodząc z holu, zaczepiła nas Tori.
- A gdzie to wy się wybieracie?! - zapytała nietrzeźwa przyjaciółka, ledwo stojąc na nogach. 
- Do domu już, choć Tori, na Ciebie też pora. - Powiedziałam lekko łapiąc ją za rękę.
- Ale ja chcę tu jeszcze zostać... - wieszała się na mojej szyi.
- Nie przeginaj. Wystarczy. - Oznajmiłam poważnie.
- Ech... No więc... F*ck School! - Wykrzyczała pokazując środkowy palec i wyszła na zewnątrz.
Rob podwiózł nas pod sam dom. Widząc w jakim stanie jesteśmy odprowadził nas pod same drzwi mojego mieszkania. Tori od razu weszła do środka, a chłopak chciał bym chwile poczekała:
- Więc dziękuje za ten miły - krótki wieczór. - Powiedział, lekko trzymając mą dłoń. 
- Ja też. - odpowiedziałam unosząc prawy kącik ust. 
Chwile staliśmy w ciszy, patrząc się na siebie. Rob próbował coś zrbić, lecz nie był pewny... Zbliżył się bardziej do mnie i podniósł lekko mój podbródek. Tę niezręczną chwile zastąpił pocałunkiem. Po chwili opanował się i odstąpił krok do tyłu:
- Przepraszam, nie powinieniem... - powiedział kierując wzrok w podłogę.
- Nic się nie stało! - odpowiedziałam zafascynowana po chwili. 
- Cieszę się... To może już ja pójdę... 

- Dobranoc! - zażyczyłam z lekkim uśmiechem.
- Dobranoc. - odpowiedział uroczo i zbiegł ze schodów. 
Nie weszłam do domu, póki przyjaciel nie znikął z zasięgu mojego wzroku. 
Oparłam się o drzwi i uśmiechnęłam się sama do siebie.
Czyżby czułam stado motyli w brzuchu?
Wchodząc do salonu, zuważyłam na dywanie leżacą Tori. Znów uśmiechnełam się i położyłam się obok.
...
Rankiem, obudziła mnie jęcząca przyjaciółka. Kuliła się z bólu i wyła w niebogłosy. 
Wstałam z twardej, zimnej podłogi, poklepałam ją po ramieniu i ruszyłam do kuchni po tabletki uśnieżające ból.
Wracając przez korytarz, pod drzwiami ujrzałam białą kopertę. 
Podniosłam ją. Nie była wcale zaadresowana...
Dałam przyjaciółce lek i zasiadłam na kanapie patrząc cały czas na kopertę.
W pierwszej chwili pomyślałam że być może był to Rob.
Z tą nadzieją i lekką ulgą otwrzyłam list i zaczęłam czytać treść kartki.
Po paru minutach wpatrywałam się w gołą, piaskową ścianę.
Zbledłam, moje ciśnienie lekko skoczyło, a serce przyśpieszyło swą pracę. 
Upuściłam dwie kartki na podłogę, nie odrywając zwroku ze ściany. 
Po chwili ocknęłam się.
Wyglądałam na zdenerwowaną i przestraszoną.
Złapałam się za głowę, opierając ręce na kolanach i powiedziałam:
- Nie, to niemożliwe!
...

sobota, 14 grudnia 2013

A LIE ALWAYS COMES TO LIGHT 2 - SECOND PART.

Po zakupach wybrałyśmy się do salonu Kosmetycznego, umalować paznokcie i przy okazji tu zrobić już fryzury. Po mile spędzonych dwóch godzinach ruszyłyśmy do domu. Gdy wróciłyśmy, była już czwarta popołudniu.
Tori od azu pobiegła założyć zakupione rzeczy, bojąc się że spoźnimy się na rozpoczęcie. 
Tak że postanowiłam tak zrobić. Wyjęłam z torby zakupioną sukienkę i zwinnie założyłam ją na siebie. Przejrzałam się dokładnie w lustrze a potem zwróciłam się do szafki z butami i wyjęłam z niej czarne mokasyny. Szybko wśliznęłam w nie obie stopy i założyłam jeszcze czarną marynarkę. Na ręke wsunęłam złotą bransoletkę, tunele tak że założyłam złote, lecz pomyślałam jeszcze o braku łańcuszka. Wysunęłam dolną szufladę z szafy i rozpoczęłam szukanie. W pośród różnych ozdób, dojrzałam coś. Był to naszyjnik, który dostałam w zeszłym roku od Harrego. Ze złością zacisnęłam go w pięści, a intuicja szeptała bym wyrzuciła. Jednak nie zrobiłam tego.  Powoli rozchyliłam dłoń, przyjrzałam się jemu i we fragmentach przypominał mi się tamtejszy dzień w którym go dostałam. Harry wręczył mi go mówiąc " Kocham Cię Tak Bardzo..". Zrobiło mi się smutno, ale nie wiadomo z jakiego powodu, założyłam go na szyję. Wtedy wyglądałam idealnie. Ostatecznie przejrzałam się w lustrze i zwróciłam się do Tori. 
Około osiemnastej byłyśmy całkowicie gotowe. Wychodząc z klatki schodowej ze śmiechem, trzymając się za ręce, naprzeciw domu dostrzegłam znajome auto. Przypadkiem zacisnęłam mocno dłoń przyjaciółki i od razu przeszło mnie dziwne przeczucie.
- Ej, coś się stało? Bardzo z bledłaś. - Zapytała troskliwie Tori. 
- Nie nic.. myślałam że... Zresztą, nieważne chodźmy. - Odpowiedziałam i ruszyłyśmy w stronę ulicy.
Dziewczyna zaszła jeszcze do garażu po samochód, a ja czekałam niespokojnie na nią przy furtce. 
Ktoś doglądał mnie z drugiej strony ulicy. Przestraszyłam się i szybko pobiegłam do niej. 
Po piętnastu minutach byłyśmy już na miejscu. Przyjęcie już się rozpoczęło. A gości było tłumy. Wmieszałyśmy się w otoczenie mówiąc " In The End! " i zaczęłyśmy świętować. Gdy już dostatecznie się zaciemniło, zaczęłam dostrzegać znajomą twarz pomiędzy ludźmi. Nie raz, nie dwa przystawałam chcąc dowiedzieć się kto to, lecz zawsze ten ktoś już znikał. Zgubiłam gdzieś Tori, zostałam sama. Postanowiłam przysiąść do baru, odpocząć chwile. Zamówiłam silnego drinka i zasiadłam na sofie. Doglądając jak znajomi się bawią, znów przeszło mnie tamto uczucie, tylko teraz jakby wyraźniejsze, jakby ktoś mnie dyskretnie obserwował. Rozejrzałam się w okół siebie, lecz niczego dziwnego nie dostrzegłam. Wróciłam do spożywania napoju. Na prawym policzku, poczułam lekkie zimno. Teraz bardziej wrażliwiej spojrzałam w prawą stronę. Lecz znowu nic. Według mnie robiło się coraz dziwniej. Chciałam już wstać, lecz ktoś chwycił mnie za nadgarstek. Powoli obróciłam się, a za sobą ujrzałam usmiechniętego po uszy przyjaciela Roba.
- Hej Emma! Co ty taka zmieszana? - zapytał miło. 
- Oo Rob! Nie nic.. zgubiłam Tori. - Odparłam z ulgą.
- Hah. Akurat widziałem ją przed chwilą z Jeromem. - Powiedział.    
- Aa to dobrze. - Uśmiechnęłam się.
- To... może zatańczymy? - zapytał nieśmiale.
- Tak, chętnie. - Odstawiłam drinka i złapałam przyjaciela za rękę.
Weszliśmy na parkiet. Nawzajem uśmiechaliśmy się do siebie i spoglądaliśmy w nasze oczy. Rob chwycił mnie w tali, ja owinęłam swoje ręce w okół jego szyi. W tle leciało Story of my life. Oparłam się na jego ramieniu i zamknęłam oczy, wsłuchując się w muzykę. Nie sprawiło mi jednak to żadnej przyjemności, wręcz przeciwnie - wspomnienia powróciły.

piątek, 13 grudnia 2013

A LIE ALWAYS COMES TO LIGHT 2 - FIRST PART.

HEJ HEJ :) TAK WZNAWIAM SIĘ :)
POSTANOWIŁAM NAPISAĆ JAKBY 2 SEZON WCZEŚNIEJSZEGO OPOWIADANIA :) 

SĄ MAŁE ZMIANKI, MAM NADZIEJE ŻE NIE BĘDZIE ROIŁO TO ŻADNEGO PROBLEMU ;) 
mIŁEGO CZYTANIA ;** 

Minęło pół roku od tamtejszych, żmudnych zdarzeń. W końcu zakończyłam szkołe i za półtora miesiąca dołączę do wymarzonego uniwersytetu w Londynie. 
Ten okres był zadziwiająco spokojny. Od tamtej pory nie widziałam już na żywo Harryego czy pozostałych. Było mi z tym dobrze. Zmieniłam swoje życie począwszy od zmiany mieszkania. Postanowiłam że, na razie nie będe wdawać się w związki. Na cel wybrałam naukę. 
Początek wakacji zapowiadał się wspaniale. Szkoła, którą właśnie opuszczałam, w pierwszy dzień wakacji robi pożegnanie absolwentów. Tamtego wieczoru w szkole mieli zjawić się wszyscy. Za nic nie chciałam zaprzepaścić tego wydarzenia. 
Z samego rana przywitała mnie Tori, podniecona dzisiejszym wieczorem. Prawie że wyciągnęła mnie w piżamie do Galerii. Uspakajając ją, mówiłam że dopiero jest rano. Dziewczyna trochę ochłonęła i rzuciła się na jasną, skórzaną sofę. Po spożyciu wspólnego śniadania, wyszłyśmy na miasto, by zaopatrzyć się na
wieczór. Tori wybrała srebrzystą, długą sukienkę, czarne, wysokie, lśniące obcasy i jescze cienką, przezroczystoczarną narzutę na ramiona. Ja natomiast stałam jak słup soli, przyglądając się przyjaciółce, a moje myśli były tak splątane że nie wiedziałam nawet jak chcę wyglądać.
- A ty masz coś już na oku? - zapytała mnie Tori, zdjemując zakupy z lady.
- Co? Yy. Przepraszam. Nie mam dzisiaj głowy. - odparłam po krótkim namyśle.
- Nie! Tylko Nie to! Choć szybko, patrz ile  tu cudnych sukienek! - zaciągnęła mnie do drugego końca sklepu. - Może tą co? Patrz jaka świetna!- Zaproponowała.
Sukienka, którą trzymała Tori, była skromna, ale zarówno i
wyzywająca. Krótka, czerwona, skórzana sukienka z wyciętym, dużym dekoldem i gołymi plecami. 
- No patrz! Świetna!- zachwycała się Tori i z wieszakiem przypasowywała ją sobie.
- Nie... Nie. Dziś nie chce takiej. Po prostu chce wyglądać skromnie. - Odpowiedziałam.
- Czy naprawdę nie wiesz co to dziś za impreza?! - Mówiła wysokim głosem, machając przy tym rękami.
- Żadna impreza, tylko pożegnanie szkoły. - Odparłam.
- No tak. To nie będzie stypa. Tylko huczne pożegnanie, gdzie każdy będzie się bawił i spożywał alkohol! Ja dziś na pewno sama i trzeźwa nie wrócę do domu!- mówiła Tori.
- To ty, ja chcę spokojnie stamtąd wyjść, nie tak jak ty ostatnio w
Pubie. - Oznajmiłam, a spośród wieszaków wyjęłam kremową, jednolitą, jedwabną i krótką sukienkę.
- Yy.. a może tą? - znów zaproponowała tę samą sukienkę.
- Nie. Chcę to. - Odpowiedziałam i ruszyłaś w stronę kasy.

czwartek, 5 grudnia 2013

EHHH...

BRAK WENY...
HELP ME! 
:( 


niedziela, 1 grudnia 2013

Więc...

UWAGA! 

NOWE OPOWIADANIE PO PRAWEJ STRONIE PDT. " Niewinna Zabawa"  :)  ----->